Postanowiłam odpuścić i nie zwracać uwagi, że jestem w ciemności. Postanowiłam skupić się na umiłowanym moim Jezusie.
„Zatańczymy, mój Jezu kochany?”
„Z tobą zawsze, Moja słodka!”
Tańczyliśmy, a Jezus sam zaczął rozmowę:
„Nie widzisz Mnie, Moniko kochana, bo jestem duchem. Jestem Bogiem – Człowiekiem. Wcześniej widziałaś Mnie jako Człowieka. A teraz…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
„Teraz widzę Cię jako Boga! To znaczy, nie widzę.”
„Właśnie tak!”
„Tylko ta ciemność mnie dobija…”
„Jak chcesz, maleńka Moja,, może być światło!”
I natychmiast wokół mnie zrobiło się jaśniej i jaśniej i jaśniej. I znalazłam się w światłości wielkiej! Uśmiechnęłam się od ucha do ucha! Tańczyliśmy dalej. Rozmyślałam…
„W światłości też nie widzę mojego Oblubieńca. Więc…”
Spojrzałam jakby w oczy Jezusowi i szepnęłam z powagą:
„Ty jesteś Światłością. Gdzieś kiedyś czytałam, że jeśli się jest bardzo blisko Boga, to nawet światłość staje się ciemnością! Więc czy w ciemności, czy w świetle, widzę Ciebie!”
„Właśnie tak! Monisiu słodka, właśnie tak!”
„Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś, mój Jezu kochany?!”
„Chciałem, żebyś sama do tego doszła, Moniko.”
Podniosłam głowę do góry.
„Mogę być w ciemności, mój słodki Jezu!”
„Cieszę się najmilsza Moja!”
I natychmiast nastała ciemność! Hostia weszła do serca mego. Wtuliłam się w ciemność. W mojego Oblubieńca. Słyszałam bicie Jego SERCA…
JASNOŚĆ CIEMNOŚCIĄ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI