Jezus patrzył we mnie ogniście!
„Kocham ciebie, Moniko!” – wyszeptał z lubością niemającą granic.
„Kocham Ciebie Jezu!” – szepnęłam z mocą.
Umiłowany jednak zdawał się moich słów nie słyszeć.
Przytulił policzek do mojego policzka.
„Kocham, pragnę i uwielbiam ciebie, maleńka Moja Moniczko!”
Me serce odpowiadało tym samym. Miłością, pragnieniem i uwielbieniem.
Jezus zaczął dotykać moje obolałe i zmęczone ciało. Dotykał każdy mięsień, nerw, kosteczkę. Dotykał moje biedne serce, które wyrywało się do swego Oblubieńca! I Ja dotykałam Rany Jezusowe, dotykał SERCE Najdroższe…
Jezus dotykał… a dotykając zanurzał mnie w Sobie głębiej i głębiej. Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie. Przytulał i otulał Sobą… Miłość mnie otulała… Znikałam, gubiłam się, ginęłam w umiłowanym moim! A On mnie odnajdywał! Odnajdywał i zanurzał w Sobie głębiej. To zamykanie i otwieranie, znikanie i odnajdywanie, zanurzanie i otulanie przypominało taniec! A jednocześnie było czymś innym. Było trwaniem w Miłości bez końca. Bez słów, bez granic. Przypominało porwanie. Zostałam porwana przez Miłość! Maleńka duszyczka Jezusowa…
PORWANA PRZEZ MIŁOŚĆ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI