Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony głęboko. Dotykałam Jego policzek i brodę. Głaskałam Jego włosy i policzek, a z brody robiłam loczki.
„Wiesz mój Jezu kochany… Ostatnio zauważyłam, że irytuje mnie odmawianie słów modlitw. Odpycha, odrzuca wręcz… Wolę w duchu powtarzać Twoje słodkie Imię, albo modlić się bez słów. Obecnością. Trwać w miłosnym milczeniu. Gdy trzeba, odmawiam modlitwy. Ale uwielbiam bez słów…”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„To zrozumiałe, maleńka Moja!”
„Zrozumiałe?! A ja myślałam, że coś ze mną nie tak! Byłam na siebie zła!”
„W bliskości słowa są zbędne. W bliskości liczy się obecność.”
Mój Oblubieniec zbliżył twarz do mojej twarzy i złożył na mych ustach ognisty pocałunek.
„A u Mnie na rączkach słowa już nie będą potrzebne!”
Jezus uśmiechał się do mnie promiennie. A ja głaskałam Jego włosy i policzek…
W BLISKOŚCI BEZ SŁÓW
Category: (NIE) MOJE MYŚLI