Leżę w objęciach umiłowanego cierpiąca i tańcząca bardzo. Jezus patrzy we mnie poruszony i wzruszony cały…
„Mój słodki, daj buzi”- szepcze moje serce.
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Czule, słodko i namiętnie.
„Miłości Moja, jedyna Moja!”
Cierpię tak bardzo, że nie potrafię myśleć o niczym innym…
„A Ty o czym myślałeś kiedy Cię bolało, kiedy cierpiałeś? O czym wtedy myślałeś, mój Jezu kochany?”
„Myślałem o Moich dzieciach, że je zbawiam, że w końcu będą mogły do Mnie bez przeszkód przyjść, że otwieram im Niebo. Niezmiernie tego pragnąłem.”
„Ja tak nie potrafię…”
„Potrafisz, potrafisz maleństwo Moje! O, teraz twoje serce śpiewa:
’Zaprowadź mnie tam skąd powrotu nie ma. Gdzie ustaje wiara, spełnia się nadzieja. Gdzie światłością pachnie każdy skrawek nieba, bo ją na swój obraz Miłość wylewa.’ Śpiewasz o Niebie. Ja jestem twoim Niebem, Moniko. Tańcz! Ofiaruj MI cierpienia! Jak do tej pory! A Ja przyjmuję je i będę przyjmował.
Jezus wyciąga rękę i dłonią delikatnie głaszcze mój policzek.
„Pięknie tańczysz, maleńka Moja!”
„Za moje Duchowe Dzieci tańczę!”
„A Ja twój taniec z radością przyjmuję!”
PRZYJMUJE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI