Leżę na SERCU umiłowanym. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością. Zbliża twarz do mojej twarzy i mnie. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Całuje i czule szepcze:
„Uwielbiam cię, Moniko!”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego radośnie.
Rozmyślam…
„Wiara, nadzieja i miłość. Te trzy cnoty Boskie być bez siebie nie mogą. Łączą się z sobą nawzajem. Kiedy łaska posiądzie duszę człowieka, przyjmuje w jego rozumie kształt wiary, w jego woli jest to kształt nadziei, a w jego sercu odnajdziemy miłość…”
W tym momencie przypominam sobie fragment Księgi Izajasza:
„Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele*. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu.”
Jezus całuje słodko. Całuje… Jego SERCE szepcze:
„Adwent to czas wiary, nadziei i miłości. To czas oczekiwania na Światło.”
ROZMYŚLANIA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI