Budzę się. Leżę w błogim półśnie. Z zamkniętymi oczyma leżę. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego Jezusa. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i tuli do SERCA. Patrzy we mnie ogniście. Zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Całuje i czule szepcze:
„Odpoczęłaś troszkę, Moja słodka Moniczko?”
„Tak! Tak! Tak!”
„Odpocznij więc jeszcze, maleńka Moja!”
„A Ty, mój śliczny Jezuniu odpocząłeś we mnie? Choć troszkę?”
„Odpocząłem, miłości Moja.”
„Odpocznij więc jeszcze, kochany mój Jezu!”
Jezus uśmiecha się, wchodzi we mnie. Odpoczywamy w sobie nawzajem.
Rozmyślam o mojej zmarłej Córeczce. Tęsknię za nią. Brakuje mi jej… Nagle… Widzę cień! Cień, który jest jednocześnie światłością. Woalkę jakby. Widzę postać. Zarzuca mi ręce na szyję!
„Mój Boże! Monika! Jaka jestem z ciebie dumna! Bardzo dumna!”
„Cieszę się, Kochanie!”
Postać znika.
„Twoja Córeczka jest teraz bardzo szczęśliwa!”
„Dziękuję mój Jezu kochany! Dziękuję!”
Jezus zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości i czyni z Sobą jedno. Jego szczęście jest moim szczęściem, Jego boleści moimi boleściami.
JEDNO
Category: (NIE) MOJE MYŚLI