Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Jakaś ty piękna, maleńka Moja! Przepiękna!”
Nie mam chęci o tym mówić. Szepczę oschle:
„To Twoja zasługa, kochany. Jestem piękna Twoim pięknem. A w ogóle dziwię się dlaczego aż tyle mi go dajesz.”
„Dlaczego? Dlatego, że się przede Mną otwierasz, Moniko.”
„To Twoja miłość mnie otwiera” – szepczę. I dodaję szybko:
„Wybacz, mój Jezu. Ale bardzo mnie boli. Nie mogę wytrzymać! Nie mam siły…”
Jezus zbliża Swą twarz do miejsca, które mnie boli i zaczyna je całować. Całuje ze czcią i namaszczeniem wielkim. Całuje, a Jego SERCE szepcze:
„Rozumiem cię doskonale. Miałem to samo. Gdy widziałem na świecie tyle bólu, cierpienia i grzechu też po ludzku nie miałem siły, nie mogłem wytrzymać. Oddawałem to wszystko TACIE na nocnych modlitwach. Czerpałem od Niego siłę i moc.”
„Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś, mój słodki Jezuniu! Dziękuję Ci! Zatańczymy?”
„Z tobą zawsze, Moja śliczna Moniczko!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ofiarowuję mój ból Ojcu Niebieskiemu. TACIE.
OFIAROWUJĘ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI