Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Bez sił prawie. Leżę z zamkniętymi oczyma. Nie mam siły, by podnieść powieki. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Znów kogoś adoptowałaś, Moja śliczna!”
„Tak. Ale…”
„Będzie jak sobie życzysz! Coś jednak chcę ci powiedzieć.”
„Co takiego, kochany mój Jezu?”
„Wielu ludzi naskoczyło na twoje Dziecko. Oskarżają, je, potępiają. Rzucają w nie kamieniami. A ty je adoptowałaś!”
„Myślę, że ono musi być bardzo nieszczęśliwe i poranione skoro takie rzeczy robi. Potrzebuje dużo miłości. Wiem, że może trudno to zrozumieć. Oskarżać, potępiać, rzucać kamieniami jest najłatwiej, najprościej…” – szepczę z trudem. I dodaję:
„Ty, choćby ktoś był nie nie wiem jak wielkim grzesznikiem, nie potępisz go, nie rzucisz w niego kamieniem. Nie nawracasz na siłę. Ja chcę jak Ty! Będę za nie tańczyć, żeby zapragnęło się nawrócić i zrozumiało swój błąd.”
„Jestem z ciebie bardzo dumny, maleńka Moja!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy. Składa na mych ustach ognisty pocałunek. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic!
KOLEJNA ADOPCJA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI