Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
Dowiedziałam się o śmierci znajomej, którą potrącił rowerzysta w samym centrum naszej wsi.
„Pomijając już okoliczności, to jednak piękna śmierć. Szła do Ciebie, do kościoła, na Mszę. I Ty ją wziąłeś do Siebie.”
„Tak, jest już u Mnie” – szepcze Jezus z cudnym uśmiechem.
„Na rączkach?”
Umiłowany kiwa głową, że tak.
„Też bym już chciała…”
„Jeszcze troszkę, maleńka Moja. Jeszcze troszkę.”
Uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„Nie po to pozwalasz mi odpocząć, i nie po to sprawiłeś, że mnie mniej boli, żeby mnie zabierać do Siebie. Tak se myślę! Mam tu jeszcze coś do zrobienia.”
„Masz rację, Moja słodka!”
„A co mam robić, kochany mój Jezu?”
„Tańczyć. Tańczyć dla Mnie.”
„Jest tyłu innych ludzi.”
„Twój taniec jest jedyny w swoim rodzaju! Potrzebuję go. Ciebie potrzebuję, miłości Moja!”
„Dzięku…”
Jezus zamyka mi usta słodkimi pocałunkami Słodkimi, ognistymi i namiętnymi. Odwzajemniam pocałunki. Całujemy się. Oblubieniec i oblubienica.
„Ja bym cię wziął do Siebie, ale TATA…”
„Dobrze, że masz na Kogo zwalić, kochany mój!”
Śmiejemy się oboje perliscie.
POTRZEBNA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI