Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały… Zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Całuje, a Jego SERCE szepcze:
„Jesteś Moim szczęściem, Moją radością! Moją Rozkoszą jesteś, Moja słodka!”
„Rozkoszą?”
-Tak. Jak można stać się Rozkoszą Boga?” – pyta Jezus i sam sobie odpowiada:
„Trzeba Mu się poddać. Całkowicie zaufać. Trzeba Mu oddawać samego siebie. Oddawać Mu życie i śmierć, ciało i duszę. Serce swe Mu oddawać.”
„Robię to codziennie.”
„Właśnie! I tym oddaniem żyjesz!”
Jezus wciąż mnie całuje. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha.
Nagle smutnieję… Przypominam sobie jedno z moich Duchowych Dzieci. Ono zaufało sobie. Postawiło na siebie. Jak marne skutki to przyniosło… I potem miało pretensje do Boga, że stało się to, co się stało. Żadało od Niego cudu. Ale przecież Bóg nie czyni cudu na żądanie. Bez zaufania cudu nie będzie…
Jezus całuje mnie słodko i głaszcze mój policzek z tkliwością… Jakby chciał wyrwać mnie z tego smutku jaki w sobie miałam. Uśmiecham się do Jezusa nieśmiało…
„Jesteś Moją Rozkoszą, maleńka Moja!”
„A Ty moją, Jezuniu kochany!”
Mój Oblubieniec ciągle mnie całuje… Tańczę bardzo w Jego pocałunkach.
ROZKOSZ JEZUSA
Category: (NIE) MOJE MYŚLI