W nocy:
Rozmyślałam o wizycie u lekarza. Ogólnie mówiąc potraktował mnie jakbym była niepełnosprawna intelektualnie, a na koniec kazał iść do psychiatry.
Byłam zła, łagodnie mówiąc. Nagle usłyszalam głos w sercu:
„Adoptuj go!”
„Adoptuję jak mi złość przejdzie.”
„Teraz adoptuj!”
„Dobrze. Dla Ciebie wszystko, kochany mój Jezu.”
Rano:
Leżę na SERCU Najdroższym tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego onieśmielona…
„Ale opinię napiszę.”
„Oczywiście, napisz.”
„Coś Ci chciałam powiedzieć, mój słodki Jezuniu, ale nie przerywaj mi proszę.”
„Nie przerwę. Obiecuję.”
„Dziękuję mój Jezu kochany! Dziękuję Ci!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Jezus patrzy we mnie dumny bardzo. Z uwielbieniem i zachwytem patrzy we mnie…
Z UWIELBIENIEM…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI