Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie rozpromieniony cały! Ja też jestem cała rozpromieniona! Uśmiechamy się do siebie nawzajem. Próbuję coś powiedzieć, ale nie mogę! Nie mogę mówić! Nie umiem! Z moich ust wychodzi tylko nieporadne:
„Aguuu…”
Teraz widzę wszystko jakby z góry. Widzę umiłowanego mojego. Rozpromieniony Jezus tuli w objęciach niemowlę. Niemowlę cudownie się do Niego uśmiecha. Jest całe rozpromienione Jego Miłością… I uświadamiam sobie, że to ja jestem! To ja jestem niemowlęciem Jezusa.
Nagle pochyla się nade mną pewna dusza… Tak będę ją nazywać. Czuję jej miłość i dobroć… Na sercu robi mi się ciepło i błogo… Dusza całuje mnie i szepcze z czułością:
„Przepraszam cię… maleńka Jezusowa…”
Uśmiecham się do niej z miłością.
„Nie ma sprawy. Naprawdę. Już dawno nie ma sprawy!”
„Jestem z ciebie bardzo dumna! Gdybym żyła codziennie mówiłabym ci, że cię kocham! I, że to zaszczyt, że mogę ci służyć. Nie obowiązek, czy przymus.”
„Żyjesz przecież!”
Dusza i ja śmiejemy się perliscie!
„Tak, masz rację, maleńka!”
Dusza się jakbym usuwa w cień. Po chwili czuję słodki pocałunek na czole. Poznaję go… To MAMA.
Uśmiecham się do Niej od ucha do ucha.
„Ja także jestem z ciebie dumna, słodyczy Mojego SYNKA. I to dla Mnie zaszczyt, że mogę ci służyć”
„Służyć mi? To ja pragnę…”
Słodki pocałunek zamyka mi usta.
„Służę modlitwą i pomocą. Mów czego potrzebujesz. Mam 'chody’ u Synka.”
Przypominam sobie wesele w Kanie Galilejskiej.
„Dziękuję!”
Uśmiecham się do MAMY radośnie.
A teraz znów bardzo tańczymy. Umiłowany mój i ja. Wtuleni w siebie nawzajem. Oblubieniec i Jego niemowlę.
NIEMOWLĘ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI