Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Wiem, że cierpisz i tańczysz bardzo, Moja słodka. Ale trzeba. Dla dzieci.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Dla dzieci…” – szepczę z czułością i rozrzewnieniem.
Rozmyślam… o moich dzieciach. O mojej relacji z nimi. Z wieloma mam bardzo dobry, lub dobry kontakt, z niektórymi chciałabym poprawić relację. A z niektórymi nie mam jej wcale. I to z niczyjej winy, po prostu się nie znamy.
„Kochasz swoje dzieci.”
„Nad życie, zaraz po Tobie.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„A siebie kochasz?”
„Kocham. To znaczy, staram się kochać. Ty mnie nauczyłeś kochać siebie i wciąż uczysz. Jednak gdy widzę swoją pychę, swoje słabości i wady…”
„Jesteś dla siebie zbyt surowa i niecierpliwa.”
„Mówisz?”
„Mówię, maleńka Moja. Ucz się ode Mnie. Ja jestem bardzo cierpliwy i bardzo łagodny.”
„Wiem… Widzę.”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością. Zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości i czyni z Sobą jedno. Tańczymy w bliskości i intymności bez granic. Dla moich dzieci!
ŁAGODNY I CIERPLIWY BARDZO
Category: (NIE) MOJE MYŚLI