Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z trudem.
„Zmęczona…”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka.
Obejmuję Go, zarzucam umiłowanemu ręce na szyję… I… nagle widzę na ramieniu Jezusa wieeelką, głęboką, nabrzmiałą ranę. To od dźwigania krzyża… wiem… Gdy ją widzę, na sercu robi mi się dziwnie… Serce zapada mi się gdzieś, a jednocześnie robi mi się na nim miękko.
„Bardzo Cię boli, kochany?”- pytam z bólem. Jezus nie odpowiada. Milczy. Wie, że choć pytam to moje pytanie nie jest pytaniem, lecz stwierdzeniem faktu.
Umilowany mój cierpi, ogromnie… Słowa nie są w stanie wypowiedzieć Jego bólu.
Moje bóle, cierpienia są niczym przy takim cierpieniu. A jednak Jezus traktuje je poważnie. I łączy ze Swoim.
Patrzę na ranę na ramieniu mojego Oblubieńca… Jezus ujmuje moją twarz w dłonie i patrzy mi w oczy ogniście.
„To dla ciebie, maleńka Moja. To dla ciebie!” – szepcze żarliwie.
Patrzę Mu w oczy z miłością.
Tańczymy bardzo w bliskości i intymności bez granic.
DLA MNIE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI