Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Otwórz oczęta, bądź uśmiechnięta, mimo, że boli” – muci moje serce.
Rozmyślam… Tęsknię za Umiłowanym moim. Tęsknię za moim Oblubieńcem! Pragnę by już wziął mnie na Rączki. Owszem, żyję na ziemi, mam swoje plany i marzenia. Ale najwiekszym moim marzeniem jest zobaczyć Umiłowanego mojego. Zobaczyć Go twarzą w twarz! Zobaczyć Go takim jakim jest! Bez żadnych osłom! Zobaczyć Jego Uśmiech… Najcudowniejszy! Najśliczniejszy! Promienny i czysty! Gdy pomyślę, że całą wieczność będzie się we mnie patrzył z takim uśmiechem, a ja w Niego… serce się raduje i do NIEGO rwie! Dzień mojej śmierci będzie najradośniejszym, najpiękniejszym dniem w moim życiu.
„Zaprowadź mnie tam, gdzie powrotu nie ma. Gdzie ustaje wiara, spełnia się nadzieja. Gdzie Światłością pachnie każdy skrawek Nieba, bo ją na swój obraz Miłość wylewa.”
Uwielbiam tę pieśń….
ZAPROWADŹ MNIE TAM…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI