Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną.
„Wiesz, mój słodki Jezuniu? Zrobiłam coś szalonego…”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Dziś poznasz rezultat swojego szaleństwa, maleńka Moja.”
„Nie wiem czy dzisiaj, może jutro…”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca niepewnie. On uśmiecha się do mnie promiennie. Milczymy. W końcu pytam:
„Nic mi nie podpowiesz czy dobrze zrobiłam ? Żadnych sugestii?”
„Żadnych! Zresztą rezultat nie jest najważniejszy.”
„Jak to?!”
„Jest coś ważniejszego.”
„Co takiego?”
Jezus patrzy we mnie z lubością…
„Jestem z ciebie bardzo dumny. Dumny, że się nie poddajesz, że walczysz z przeciwnościami.” – szepcze Jezus ogniście i dodaje:
„Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!”
Uśmiecham się do Jezusa!
„Tak. Znam to!”
Tańczymy bardzo. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy!
Kategoria: (NIE) MOJE MYŚLI
JAK JAN
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Uśmiecham się do Niego z trudem.
„Ciao bella!” – szepcze Jezus ogniście.
„Ciao Amore mio!” – szepczę z mocą i dodaję:
„Co mogę dla Ciebie zrobić, mój słodki Jezuniu?”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Połóż głowę na Mym SERCU i odpoczywaj, maleńka Moja. Jak Jan.”
„Jan… Twój ukochany uczeń!”
„Tak. Jesteś dla Mnie Janem!”
„Jak każdy!”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„Nie, maleńka. Nie każdy jest Janem.”
„Jak to?!”
„Jeden jest jak Piotr, inny jak Paweł, jeszcze inny jak Jakub, albo Mateusz. Jak Maria Magdalena, jak Marta, lub Maria. Ty jesteś Moim Jankiem.”
„On Cię nigdy nie zdradził, nie opuścił. A ja…”
„Nie martw się maleństwo Moje! Jesteś Moim Janem. Nic tego nie zmieni!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie. Uśmiecham się do mojego Oblubieńca z trudem. Tańczymy bardzo w bliskości i intymności bez granic.
UPODOBANIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną.
„Amore mio…”
„Bella!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie z tkliwością…
„W tobie maleńka Moja mam upodobanie!”
„A ja w Tobie, mój słodki Jezuniu!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie… Widzę hostię, wchodzi we mnie. A mój Oblubieniec porywa mnie do tańca! Porywa do tańca! Do tańca miłości!
Patrzy we mnie z lubością i szepcze ogniście:
„W tobie mam upodobanie, Moja słodka!”
Tańczymy bardzo!
UWIECZNIĆ
Budzę się i szybko otwieram oczy! Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha!
Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z upodobaniem. Jak w obrazek patrzy we mnie.
„Amore mio!” – szepczę z mocą.
„Ciao bella!” – szepcze Jezus ogniście.
Uśmiecham się do Niego z uwielbieniem.
„Wiesz, mój słodki Jezuniu? Zamówiłam zdjęcie z naszej wyprawy. Wydrukują je na płótnie! 120×60 cm! Wieeelkie! Tata powiedział, że w moim pokoju na ścianie się zmieści. A jak nie to on powiesi je u siebie!” – śmieję się radośnie i szepczę dalej:
„Chciałam, żeby cała nasza piątka była na tym zdjęciu. Mało było takich zdjęć, ale jedno wybrałam. Na Ołtarzu Ojczyzny. My wszyscy i widok na Rzym! Pięęękne! Gdy je oglądaliśmy, ktoś powiedział: 'Rzym u naszych stóp!’ I tak wygląda.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z miłością. I szepczę dalej:
„Rozmawialiśmy z bratem o naszej wyprawie do Rzymu i ja mówię:
-Szkoda, że już po!
A brat na to:
– Dobrze, że już po! Byliśmy i mamy co wspominać. Wolisz czekać na jakieś wydarzenie, czy je wspominać? Ja wolę wspominać.
Odpowiedziałam, że nie wiem…
Patrzę w oczy Jezusowi. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś. Rozmyślam o czymś. O jakiejś błahostce. Nagle przychodzi do mojej głowy i serca myśl: 'Przecież między czekaniem a wspomnieniami jest jeszcze samo wydarzenie! Chciałabym by ono trwało! By było wieczne. Dlatego zamówiłam to zdjęcie. Żeby uwiecznić wydarzenie, które jest na nim! Żeby uwiecznić!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. I ja uśmiecham się do Niego. Tańczymy bardzo w bliskości i intymności bez granic… Ciągle tańczymy!
MATERIAŁY WYBUCHOWE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Jak w obrazek patrzy we mnie.
„Ciao, bella!” – szepcze z miłością.
„Amore mio…” – szepczę z mocą. Uśmiechamy się do siebie nawzajem. Trwamy razem w tym uśmiechu…
„Wiesz kochany mój Jezuniu? Na lotnisku we Wrocławiu i Rzymie panie strażniczki sprawdzały czy nie przewiozę materiałów wybuchowych. Przejechałam przez bramkę, zaczęła piszczeć. To było oczywiste, bo wózek jest metalowy. Potem pani strażnik zaczęła mnie, mówiąc wprost, obmacywać! A ja, zielona w tych sprawach, spytałam:
– Co pani robi?
– Wiem, zła jestem. Ale muszę.
Pani strażnik uśmiechnęła się do mnie łagodnie. Ja uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam:
– Zła? Nie! Ale dlaczego pani tak robi?
– Muszę sprawdzić czy pasażerowie nie przewożą materiałów wybuchowych.
– I chorych też?! Gdzie ja miałabym cokolwiek przewooo…
– Niektórzy udają, że są chorzy.
– Ja nie udaję!
– Wiem. Ale niestety muszę sprawdzić.
– Rozumiem. Proszę.
Uśmiechnęłam się do pani strażnik. A ona sprawdzała dalej. Po chwili powiedziała, że jestem czysta i mogę iść dalej. To znaczy jechać 😁
Potem wujek zażartował:
– Moni, jakby coś u ciebie znaleźli to poszłabyś siedzieć!
– Ja już siedzę! Także wszystko jedno mi gdzie! – zaśmiałam się wesoło.
– Też prawda! – śmiał się wujek.
Jezus patrzy we mnie z zachwytem.
„Jednak przewiozłaś przez granicę materiał wybuchowy, maleńka Moja!”
„Ja?! Nieee…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami!
„Wybuch miłości, szczęścia i radości!”
Uśmiecham się do Umiłowanego rozpromieniona cała!
„A, takie materiały wybuchowe, to tak!”
„One są tu!” – Jezus dotyka mego serca.
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
W OBJĘCIACH OJCA
Budzę się… Serce mi śpiewa. Budzę się… I wiem, że śpiewałam Jezusowi we śnie. Śpiewałam? A może i grałam? Im się jednak bardziej budzę, dochodzę do przekonania, że to Umiłowany we mnie śpiewał!
Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie… Uśmiecham się do Niego zakochana cała. Co śpiewało moje serce?
W Rzymie weszliśmy do kościoła św. Ignacego Loyoli. Akurat śpiewał chór! Cudnie! Przepięknie! Zostaliśmy posłuchać. Chór śpiewał kilka pieśni. Potem było 'Grande finale’! „Alleluja” Haendla! Moje ulubione „Alleluja”! I to właśnie „Alleluja” śpiewało moje serce!
Jezus patrzy we mnie z tkliwością… Jestem przekonana, że On to śpiewał dla mnie. Przypominam sobie o czymś.
„Pomyliłam się wczoraj, kochany mój Jezuuu….”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem.
„A może Ja chciałem, żebyś się pomyliła? Tak samo jak chciałem, żebyś zasnęła…”
Przerywam Jezusowi gwałtownie!
„Chciałeś?!”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„Nawet nie wiesz jak słodko wyglądałaś, jak spałaś, maleńka Moja. Dzieciątko w objęciach Ojca.”
Uśmiecham się do Umiłowanego nieśmiało. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy!
PO TROSZECZKĘ
Budzę się… Powoli. Otwieram oczy i uśmiecham się do Umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Zbliża twarz do mojej twarzy.
„Ciao, bella!” – szepcze z miłością.
„Ciao Amore mio!”
Jezus zaczyna mnie całować! Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, namiętnie i czule. Odwzajemniam pocałunki. Umiłowany mój zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i bardziej.
Zaczynam wspominać…
„Gdy przylecieliśmy do Rzymu, chłopaki poszli zanieść bagaże do mieszkania. A my, kobitki, poszłyśmy do restauracji. Zjadłam tam lasagne i wypiłam pyszny sok ze świeżo wyciśniętej pomarańczy. Pychotka! Potem wszyscy razem poszliśmy do Bazyliki świętego Piotra. Spędziliśmy tam pół dnia! Zwiedziliśmy ją dokładnie. Pomodliliśmy się przy grobie św. Jana Pawła II i przed Najświętszym Sakramentem. Wjechaliśmy na dach Bazyliki! Tak! Jest winda i można wjechać na dach! Super widok na Rzym! 😍 Potem uczestniczyliśmy we Mszy świętej. Tu muszę się do czegoś przyznać. Ze wstydem, ale muszę… Słuchałam jak ksiądz się modli… Słuchałam tego melodyjnego włoskiego języka… I mnie zmogło. Przysnęłam! Może też i trochę ze zmęczenia… 😁 Brat mnie obudził. Spałam tylko chwilkę, ale jednak. Gdy wychodziliśmy z Bazyliki robiło się już ciemno…”
Przerywam rozmyślania.
„Wiesz kochany mój Jezuniu? Wczoraj się za bardzo rozpędziłam z pisaniem notki i potem byłam bardzo zmęczona. Ale chciałam napisać o ludziach, których spotkałam. O wszystkich zabytkach, które widziałam, pisać nie muszę. Na pewno kiedyś jeszcze o czymś opowiem. Na razie wystarczy.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
CIAO BELLA!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej. Uśmiecham się do Niego z miłością…
Wspominam…
„Na naszej wyprawie do Rzymu urzekły mnie nie tylko zabytki i dzieła sztuki. Urzekli mnie przede wszystkim ludzie. Uśmiechnięci, życzliwi, empatyczni…
Pan z metra:
Trochę padało. Wychodziliśmy z metra, a tam nie było windy, tylko platforma na schodach na wózki. Zadzwoniliśmy po obsługę. Jeden z panów, którzy obsługiwał platformę rozłożył sobie parasol. Wwiózł mnie na górę i… Daje mi parasol! Tłumaczylismy, że nie trzeba, że mam deszczówkę. Nie chciał słuchać. Dał i już!
Pan karabinier:
Stoimy na przejściu dla pieszych i czekamy na zielone światło. Samochody pędzą! Ruch jak w Rzymie! 😁 W pewniej chwili przede mną przejeżdża samochód karabinierów. Jeden z nich uśmiecha się do mnie od ucha do ucha i mi macha! Pozdrawia mnie! Jak już byli daleko to wychylił głowę z okna samochodu i się do mnie promiennie uśmiechał.
„Monika! Ty to masz wszędzie powodzenie! Nawet u karabinierów!” – żartowali najbliżsi.
Pan jubiler:
Kupowałam kolczyki w sklepie jubilerskim. Kiedy już zapłaciłam, podszedł do mnie starszy pan, pewnie właściciel sklepu. Poprosił, żebym podjechała bliżej lady, pokazał mi różne wisiorki i naszyjniki. I powiedział, żebym sobie jeden wybrała, który mi się podoba, od niego w prezencie! W szoku byłam! 😁 Wybrałam uradowana!
-Grazie!
– Prego!
Pan „Ferrari”:
Młody chłopak z obsługi w Muzeach Watykańskich. Długo błądziliśmy, żeby dojechać, dojść do Kaplicy Sykstyńskiej. W końcu jakoś dotarliśmy. Kiedy byliśmy już blisko, trzeba było przyjechać wózkiem przez wąski i długi korytarz. Jednak turyści pchali się jeden przez drugiego. Napierali na wózek, na mnie. Nie reagowali na „sorry”, „excuse me”, „scusa”. Wtedy pojawił się ten młody człowiek. Uśmiechnięty od ucha do ucha, zapytał:
– Cappella Sistina?
– Si!
Uprzejmie, ale stanowczo poprosił turystów, żeby po prostu zrobili mi miejsce.
-Attenzione! Attenzione!
Po chwili korytarz był pusty. Wtedy wziął wprawnie wózek (a na nim mnie 😁) w swoje ręce i zaczął pędzić po tym wąskim i długim korytarzu! Jak wiatr!
– Ferrari! – zawołałam ze śmiechem. Pan również zaczął się śmiać!
– Si! Ferrari! Ferrari!
Podwiózł mnie pod samą Kaplicę Sykstyńską. Podziękowałam mu serdecznie.
– Prego, signora!
Pan kelner:
Byliśmy w jednej z restauracji na obiadokolacji. Kelner, który nas obsługiwał, również uśmiechnięty od ucha do ucha.
– Prego, signora! Si, signora!
Dwa razy byliśmy w tej restauracji. Jedzenie smaczne, a uśmiech pana kelnera bezcenny! 😁
Pani z asystencji na lotnisku:
Jako wózkowiczka miałam na lotniskach w Polsce i we Włoszech tzw asystencję. To znaczy ludzi, którzy mi pomagali. Jechałam do samolotu specjalnym samochodem – platformą. We Włoszech miałam dwóch asystentów, którymi kierowała pani. Silna i rozśpiewana. Podśpiewywała sobie gdy jechaliśmy do samolotu, a ja razem z nią!
Asystenci przesadzili mnie z mojego wózka na wąziutki wózek lotniskowy, wwieźli mnie do samolotu i przesadzili na fotel, koło okna.
– Grazie! Grazie! – dziękowałam.
– Prego! Ciao, bella! – zawołała uśmiechnięta pani.
– Ciao!
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca rozpromieniona cała.
„Ciao, bella! – to ostatnie słowa, które usłyszałam po włosku… Mogę Cię o coś prosić, mój słodki Jezuniu?”
„O co tylko chcesz, maleńka Moja!”
„Gdy już pójdę do Ciebie na rączki, powitaj mnie, proszę tymi słowami!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. Zbliża twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Ciao, bella!” – szepcze z czułością i dodaje:
„Będę tak cię witał codziennie.”
Uśmiecham się do Oblubieńca uradowana!
Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic!
TROSZCZY SIĘ
Jezus trzyma mnie w objęciach i patrzy we mnie z lubością. Uśmiecham się do Umiłowanego z radością i smutkiem jednocześnie…
„Wszystko się udało! Spełniłeś moje Marzenie! Dziękuję! Natomiast na lotnisku powitała mnie bardzo smutna wiadomość…”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Czy to na pewno smutna wiadomość, maleńka Moja? Czy na pewno?”
„Nie! Ale wiadomość o śmierci Przyjaciela i Duchowego Synka… Będę za nim tęsknić po prostu… Za rozmowami z Nim, za Jego dobrocią, empatią… No i oczywiście będę Go potrzeee…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami.
„On będzie jeszcze bliżej ciebie, Moja słodka. A o Moje dzieło Ja sam się zatroszczę!”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha.
„Właśnie widzę! Już się troszczysz!” – szepczę z mocą i dodaję:
„Wiesz, mój słodki Jezuniu? Kiedy zaczęłam się modlić za duszę Syna, w jednej chwili uświadomiłam sobie, że powinnam raczej modlić się nie za Niego, ale… do Niego! Wierzę głęboko, że On jest już u Ciebie na rączkach! Jestem o tym przekonana!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.
UWIELBIAM!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie. Uśmiecham się do Niego zakochana cała!
„Wczoraj powiedziałam mojej Duchowej Córeczce, że uwielbiam ten stan… Noc, cisza, wszystkie moje Duchowe Dzieci śpią. A ja…”
Jezus przerywa mi gwałtownie!
„A ty jesteś ze Mną.”
„Jestem z Tobą, mój słodki Jezuniu! Cisza, nic mi nie przeszkadza, chodzi o hałas, internet, telewizor. Cisza wokół mnie i cisza w sercu. Jestem z Tobą… Uwielbiam to! Potem wstaję i idę kochać.”
Milczymy, zanurzeni w Miłości… Rozmyślam…
„Z Tobą wszystko jest możliwe! To co wydawało się niemożliwe, nierealne z Tobą jest na wyciągnięcie ręki. Jutro… Najtrudniej było z lekami. Znajoma farmaceutka gdy się dowiedziała jakie leki muszę ze sobą wziąć, przewieźć przez granicę, powiedziała, że to bardzo, bardzo trudne i, że nie zna pacjenta, któremu się to udało. Odpowiedziałam, że ja będę pierwsza. I…”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie!
„I jesteś!”
Śmieję się radośnie!
„Wszystkie dokumenty mam załatwione. Pieczątki, podpisy. Tylko lecieć!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. I ja uśmiecham się do Niego z wdzięcznością. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic!
W najbliższe dni notek nie będzie.