Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Tańczymy razem. Oblubieniec i oblubienica.
„Wiesz kochany mój Jezu? Wczoraj na kazaniu ksiądz spytał: 'którym synem z przypowieści jesteś?’ Przez sekundę poczułam się zaniepokojona, zagubiona i zdezorientowana, ponieważ pomyślałam, że nie jestem żadnym z synów, żadnym z tych dzieci. Gdy Bóg mnie o coś prosi to nie mówię najpierw, że dobrze, a później tego nie robię. Nie mówię także, że nie, a potem robię. Nie jestem żadnym z nich… Ksiądz jakby czytał w moim myślach, bo mówił dalej: 'a może nie jesteś żadnym z tych synów? Może jesteś trzecim synem?’ 'trzecim synem?’ – pomyślałam zdziwiona. 'Trzecim synem! Tak, bo jest i trzeci Syn. Syn, którego nie ma w tej przypowieści. Syn, który słucha woli Bożej i wypełnia ją. Wypełnił ją aż do końca’ – mówił ksiądz.”
Ujmuję twarz Jezusa w swoje dłonie i patrzę Mu w oczy z miłością.
„Mówił o Tobie!” – szepczę z mocą.
„I o tobie!” – szepcze Jezus żarliwie.
„Jak ksiądz powiedział o trzecim Synu, zaniepokojenie, zagubienie i zdezorientowanie natychmiast znikło. Poczułam się znów u siebie.”
„Bo mówił o tobie.”
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
Kategoria: (NIE) MOJE MYŚLI
TO SAMO
Śpię. Śni mi się moje zmarłe Duchowe Dziecko. Mówię do niego: 'także idę do ciebie, Kochanie. Zobaczyć Rzym i… ” Nie kończę. Budzę się! Widzę Jezusa pochylającego się nade mną i patrzącego mi w oczy żarliwie.
„Wszystko w swoim czasie, Moja słodka. Wszystko w swoim czasie.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z miłością.
„Tak, mój Maleńki. Tak!”
Jezus zaczyna mnie całować. Całuje moje obolałe i zmęczone, podrętwiałe ciało… Całuje je z troską i nabożeństwem… Z uwielbieniem!
„Daj buzi, mój słodki! Daj buzi!”
Mój Oblubieniec zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Całuje… A moje serce szepcze:
„Nie mam siły, kochany. Nogi słabe, pokrzywione, obolałe. Stać nie mogę. Siedzieć też nie bardzo mogę. Kręgosłup też krzywy i słaby mięśnie też słabe. Nie mogę się utrzymać w pionie. Co chwilę trzeba mnie poprawiać, bo się przechylam. Sama już nie daję rady. Nie mam siły. Boli bardzo wszystko. Do tego jeszcze jelita. Rozumiesz mnie, mój Jezuniu, prawda? Rozumiesz mnie? Wiem, że mnie rozumiesz!”
„Na Krzyżu miałem to samo, Moja słodka!”
Tu nie trzeba więcej słów. Milczymy. Jezus mnie całuje. Tańczę w Jego pocałunkach.
O MIŁOŚCI I W MIŁOŚCI
Noc. Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Nie mogę spać. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością. Patrzę Mu w oczy z czułością.
„Będziesz wiele cier…”
Przerywam Jezusowi gwałtownie! Zamykam Mu usta pocałunkami. Szepczę z mocą:
„Będę, kochany mój Jezuniu. Będę! Ale nie mówmy o tym. O Twojej miłości mówmy!”
Jezus przytula policzek do mego policzka. Trwamy razem. Oblubieniec i oblubienica. Umiłowany mój zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej…
„Odpocznij we Mnie, najmilsza Moja.”
„Tak, umiłowany mój. Tak!”
Odpoczywam w Oblubieńcu moim. A On opowiada mi o Swojej Miłości. Opowiada biciem SERCA…
A teraz tańczymy bardzo. Umiłowany mój i ja. Tańczymy w Jego MIŁOŚCI.
BĄDŹ SOBĄ
Budzę się i otwieram oczy. Po chwili je zamykam. Drzemię… Uśmiecham się do Umiłowanego z miłością. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością i rozżewnieniem. Uśmiecha się do mnie promiennie. Szepcze żarliwie:
„Bądź ze Mną, Moja słodka!”
„Jestem z Tobą, mój słodki Jezuniu. I Ty bądź ze mną.”
„Jestem z tobą.”
Uśmiecham się do Oblubieńca radośnie. To jest takie nasze powitanie.
„Wiesz? Rozmawiałam z kimś kto nie jest moim Dzieckiem, ale bliską mi osobą. I tak sobie pomyślałam, że wszyscy ludzie są Twoimi dziećmi, i że może i ja powinnam…? Jak myślisz, kochany?”
Jezus patrzy we mnie z czułością.
„Nie jesteś Mną, maleńka Moja. Bądź sobą!”
Od razu przychodzi mi na myśl mój święty Przyjaciel, ojciec Pio. On też miał Duchowe Dzieci, ale pomagał każdemu, kto do niego przyszedł. Tak chcę i ja.
„Dobrze. Będę sobą, wpatrzoną w Ciebie i zanurzoną w Tobie, Jezu mój kochany.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. I ja daję Mu siarczystego buziaka. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
DO IDEAŁU
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i bardziej. Oblubieniec mój wie, że boli mnie ciało, wie też, że bardziej boli mnie serce.
„Pragnę by w mojej Duchowej Rodzinie panowała zawsze miłość, życzliwość, dobroć, wzajemny szacunek i zrozumienie, wzajemne wsparcie, empatia i miłosierdzie… Gdyby tak było, było by idealnie. Ale ludzie nie są idealni.”
Dodaję ze śmiechem:
„Ja przecież nie jestem idealna.”
Jezus patrzy we mnie z lubością.
Znów szepczę z mocą:
„Ale staram się dążyć do udziału. Ty jesteś moim Ideałem. I pragnę byś był Ideałem dla wszystkich moich Dzieci i by do Ciebie dążyli. I za to tańczę!”
Umilowany mój zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, namiętnie i czule. Całuje mnie, a Jego SERCE szepcze:
„Tak, Moja słodka! Tak! Tak!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
O WSZYSTKIM
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z miłością.
„Piękna jest! Cudna! Ładniejsza niż na zdjęciu. Taka zamyślona i uśmiechnięta… A i Ty też się cudnie uśmiechasz!”
„Ja się sobie podobam! – śmieje się Jezus perliście.
„Nooo! – śmieję się radośnie.
Zamyślam się… Zmieniam temat.
„Wiesz? Tę deszczówkę niebieską, którą zamówiłam na wyjazd to czarną przysłali! A ja czarnego łagodnie mówiąc nie lubię. Nawet do trumny nie chcę czarnego! Sprzedawca odpisał, żeby odesłać to wymieni. I siostra mi odesłała. Wtedy sprzedawca napisał, że się pomylił i, że nie ma niebieskiej. I zostałam bez deszczówki!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Ale potem znalazłaś niebieską.”
„Tak, ale się jeszcze zastanawiam…”
Jezus patrzy we mnie wymownie.
„Aha. Ok. Rozumiem.”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha.
„A wiesz, mój słodki? Powiedziałam mojemu… Duchowemu Dziecku, że nie mogę się nadziwić, że do Rzymu lecę. A ono powiedziało, że nie może się nadziwić, że bez niego. A jak kilka miesięcy temu powiedziałam mu, że chcę lecieć, odpowiedziało: 'ja nie lecę! Beze mnie!”
„Wiesz, Moja słodka? Myślę, że o coś innego chodzi twojemu Dziecku.”
„Do tej pory wszędzie z nim jeździłam. A teraz pierwszy raz bez niego. I od razu na głęboką wodę!”
„Właśnie!”
Rozmawiamy. Rozmawiamy z Umiłowanym o wszystkim! A rozmawiając tańczymy bardzo. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic!
PARAFRAZUJĄC
Budzę się, otwieram oczy i patrzę na zegarek. 3.04.
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i zakochany cały.
„Obudziłem cię, najmilsza Moja, bo chciałem z tobą pobyć.”
„Super!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. Milczymy… Jesteśmy ze sobą, po prostu.
Rozmyślam.
Wczoraj poprosiłam, żeby tata wyjął z szafki moją pamiątkę z dzieciństwa. Dyplom za 'uzyskanie nagrody II stopnia’ w konkursie na plakat o pokoju. Wybaczcie, nie będę wszystkiego opisywać, tańczę bardzo. Napiszę tylko, że w nagrodę dostałam duuuże pudełko farb olejnych. Postanowiłam wtedy, że będę malarką. Miałam wtedy 11 lat. A 10 lat później kończyłam liceum plastyczne i odbierałam świadectwo maturalne i dyplom technika wystawiennictwa.
„Com postanowiła, tom zrobiła!” – szepczę z mocą i dodaję:
„To dzięki Tobie! Tylko dzięki Tobie! Dzięki Tobie, Trójco Święta, uśmiechnięta!”
Jezus patrzy we mnie uśmiechnięty cały!
„Tak! Twój uśmiech mnie prowadzi przez życie. Idę za Twoim uśmiechem. Parafrazując słowa słynnego filozofa mogę powiedzieć: uśmiech Boga nade mną, a Jego miłość we mnie!”
Jezus patrzy we mnie rozpromieniony!
„Ale kim ja jestem, żeby parafrazować słowa filooo…”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem.
„Perłą Moją jesteś! Hostią Moją.”
Patrzę w mojego Oblubieńca z uwielbieniem. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic!
IMIĘ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i zakochany cały. Uśmiecham się do Niego z miłością.
„Hostia… To moje, jakby to powiedzieć… pierwsze imię, prawda, kochany mój Jezu?”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Tak, Moja słodka.”
„Jak wypowiedziałeś 'jesteś Moją hostią’, poczułam jakby Ktoś zawołał mnie po imieniu. Poczułam najpierw dreszcz, a potem tak wielką lubość, słodycz w sercu. Dreszcz przerażenia i jednocześnie zachwytu. I słodycz… Nie potrafię tego opisać…”
Zamyślam się… I po chwili dodaję:
„Jakby to imię było uśpione w głębi mego serca. A Ty wypowiadając je obudziłeś mnie.”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie!
Dotykam dłonią Jego policzek i głaszczę go z czułością.
„Śmiejesz się, mój słodki Jezuniu. A ja…”
Jezus przerywa mi gwałtownie! Zamyka mi usta pocałunkami.
„Cieszę się z tobą. Cieszę się z tobą, Moja hostio!”
Znów dreszcz i błogość zalewa me serce. Patrzę w oczy mojego Oblubieńca rozpromieniona cała. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy. A nasze serca szepczą do siebie nawzajem:
„Moja hostio!”
„Moja hostio!”
HOSTIA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Jak Maleńki maleńkiej wczoraj zadał pytanie, tak maleńka Maleńkiego pragnie spytać.”
„Słucham cię, Moja słodka!” – szepcze Jezus z cudnym uśmiechem.
„Kim dla Ciebie jestem?”
Umilowany mój ujmuje moją twarz w dłonie i patrzy we mnie z lubością.
„Mam zacząć wymieniać?”
Uśmiecham się do Oblubieńca nieśmiało.
„Jedno słowo wystarczy.”
„Hostią.”
Patrzę w Jezusa pytająco i niepewnie.
„Hostią??!!!”
„Hostią Moją jesteś. Hostią, którą rozdaję innym.”
„Wybacz, kochany mój Jezu. Zatkało mnie! Innej odpowiedzi się spodziewałam.”
„Nie podoba ci się?” – uśmiecha się Jezus cudownie.
„Skąd! Podoba! Baaardzo!” – szepczę z mocą i dodaję:
„To można powiedzieć, że jestem dla Ciebie… Tobą!”
„Właśnie tak!”
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca rozpromieniona cała.
„Będę starała się do tego dorastać…”
„Nie musisz. Już jesteś. Jesteś i… koniec!”
Zaczynam się śmiać! Wiem o co Jezusowi chodzi. Ja tak czasem mówię gdy nie widzę innej opcji, albo gdy chcę zakończyć rozmowę. Patrzymy w siebie nawzajem z miłością. Tańczymy bardzo w bliskości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
JEDNYM SŁOWEM
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z czułością. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś.
„Kim dla ciebie jestem, maleńka Moja?”
Śmieję się nerwowo.
„Mam zacząć wymieniać?!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Jedno słowo wystarczy. Jak jednym słowem określisz Mnie i naszą relację?”
„Jedno słowo? Tooo…. Maleńki mój…” – ostatnie dwa słowa wypowiadam z tkliwością i rozrzewnieniem. I dodaję:
„Maleńki i Mileńki. To znaczy, najmilszy, najdroższy, najsłooo…”
Jezus przerywa mi gwałtownie! Zamyka mi usta pocałunkami. Szepcze ogniście:
„Wiem co to znaczy, Moja słodka! Wiem!”
Całuje mnie ogniście i namiętnie. Odwzajemniam pocałunki. Po chwili Jezus szepcze ze smutkiem:
„Jak mało dusz tak się do Mnie zwraca! Jak mało dusz tak Mnie traktuje! A Ja chciałbym! Tak bardzo chciałbyyy…”
Tym razem to ja przerywam Oblubieńcowi mojemu!
„Chcesz to masz!”
Daję Jezusowi siarczystego buziaka. A On zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej… Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic.