Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic. Oblubieniec zanurza mnie w Sobie Wciąż bardziej i głębiej… Nie rozmawiamy ani o cierpieniu, ani o tańcu. To dla nas obojga oczywiste.
Rozmawiamy o… ☺️
„Denerwujesz się, Moja słodka?” – pyta Jezus głaszcząc mój policzek. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha!
„Czy się denerwuję? Nie… Ale ekscytacja i entuzjazm narasta.”
Także głaszczę Jezusa po policzku i dodaję:
„A wiesz, kochany mój Jezu? Może i nawet trochę denerwuję. Ale to takie pozytywne zdenerwowanie.”
Umilowany uśmiecha się. Rozumie dokładnie o czym mówię.
„Obawiam się też trochę, że nie dam rady. Sił brakuje mi…”
„Bądź spokojna, Moja miła. W tobie drzemie Moja siła!”
Śmieję się radośnie! Jezus wierszyki dla mnie układa. Wie, że je lubię. Daję Umiłowanemu siarczystego buziaka. Tańczymy bardzo.
Kategoria: (NIE) MOJE MYŚLI
WEŹ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
„Wczoraj mnie bardzo bolało, dzisiaj też. Jak będzie mnie tak bolało na wyjeździe to nie wiem…”
„Nie martw się maleństwo Moje. Wezmę to.”
Ujmuję twarz mego Oblubieńca w dłonie i patrzę Mu w oczy z miłością.
„Weźmiesz? Ty ciągle bierzesz i łączysz ze Swoim…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami.
„Wezmę to.”
„Weź!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. I ja uśmiecham się do Niego od ucha do ucha. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy!
W DŁONIACH JEZUSA
Budzę się… A serce mi śpiewa. Budzę się i szybko otwieram oczy. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie. Poruszony i wzruszony cały.
„Wiesz kochany mój Jezuniu? Dentysta powiedział, że muszę ograniczyć malowanie i pisanie… ze względu na słabe zęby.”
„Skoro tak powiedział to musisz.”
„Ja ostatnio nie maluję. A piszę… tylko notki i z Dziećmi rozmawiam. Mam przestać?”
„Ograniczyć.”
„Ale jak? Notki są i tak już coraz krótsze, a z Dziećmi nie chciałabym ograniczać…”
Jezus patrzy we mnie z tkliwością i rozżewnieniem. Patrzę Mu w oczy z miłością. Przypominam sobie co śpiewało moje serce gdy spałam.
„W Twoich oczach niebo, w Twoich dłoniach jest mój dom.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z ufnością.
„W Twoich dłoniach jest mój los!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie! Tańczymy.
OFIARA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną.
„Chodź do mnie, mój słodki!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka.
Obejmuję Go z miłością.
„Jestem z tobą, maleńka Moja! Jestem.”
„Wiesz…?”
„Tak.”
Uśmiecham się nieśmiało… Rozmyślam. Wczoraj na Mszy świętej, gdy ksiądz wypowiedział słowa: 'Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący’, pomyślałam, że ja daję mojemu Oblubieńcowi siebie na ofiarę. Nie tylko moje życie, nie tylko moje cierpienia i bóle, ale siebie. Siebie całą! I zobaczyłam… nie wiem co to było? Obraz? Nie wiem. Ale skoro Jezus powiedział „Tak!”, widać, muszę go opowiedzieć. Zobaczyłam siebie leżącą na ołtarzu. A ksiądz podnosił hostię wysoko, wysoko… Potem obraz znikł.
„Czy to było od Ciebie?”
„Moją Ofiarę łączę z twoją, najmilsza Moja!”
Jezus mój Oblubieniec zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej. I czyni z Sobą jedno.
O MAMIE
Śpię, a moje serce śpiewa… Budzę się… Bardzo powoli… Moje serce wciąż śpiewa. Otwieram oczy. Jestem cała w jasności wielkiej! Jasność mnie otacza i wypełnia. W tej jasności widzę twarz Kobiety. Trzyma mnie w objęciach i uśmiecha się do mnie cudownie! I ja uśmiecham się do Niej od ucha do ucha!
„MAMUŚ… dziś we śnie śpiewałam dla Ciebie! 'Niepokalana, pozwól mi chwalić Cię,
Przez Boga wybrana, Królowo czystych serc,
Weź moje życie i ukryj w dłoniach Twych,
Wciąż wracam do Ciebie, jak z krzyża zdjęty Syn.'”
„Tak! Przepięknie śpiewasz, córeńko!”
„A… a Jezusek nie jest zazdrosny, że nie dla Niego śpiewałam?”
Miriam śmieje się perliście!
„Zazdrosny?! Skąd! On na to czekał. I ja… czekałam.”
MAMA całuje mnie w czoło i znika. Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
„Wiesz, mój słodki Jezuniu? Mam na stole figurkę, rzeźbę Madonny z Dzieciątkiem. I często gdy się w nią wpatruję, wyobrażam sobie, że…”
Milknę zawstydzona. Jezus uśmiecha się do mnie promiennie i kończy za mnie:
„Że jesteś w Jej objęciach zamiast Mnie.”
„Tak…”
Umilowany patrzy we mnie z czułością.
„To twoja MAMA, więc jak najbardziej możesz.”
Uśmiecham się do mojego mojego Oblubieńca z wdzięcznością. A On szepcze dalej:
„Syn jest podobny do swojej mamy, prawda?”
„No tak, prawda.”
„I Ja jestem podobny do Miriam. Mam Ciało z Jej ciała. SERCE z Jej serca. SERCE, które ty wybrałaś.”
„Tak!”
Jezus uśmiecha się do cudownie. I ja uśmiecham się do Niego rozpromieniona cała. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.
TAKA JEST
Leżę w objęciach Jezusa obolała. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Tańczymy razem. Oblubieniec i oblubienica. Uśmiecham się do Jezusa z trudem.
„Wiesz kochany mój Jezuniu? Ułożył mi się wierszyk o Maryi. O Miriam!
Oczy ma błyszczące jak rosa na łące.
Policzki rumiane, usta roześmiane.
Serce kochające, dłonie rozdające.
Włosy ma rozwiane, uszy zasłuchane.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie!
„Tak sobie ją wyobrażasz?”
„Tak! Tak sobie wyobrażasz! Tak sobie wyobrażam moją Małą Miriam. Moją Mamę.”
Nagle światłość zalewa mnie całą! Słyszę znajomy głos:
„I taka jestem, córeczko Moja. Taka jestem!”
Radość i szczęście zalewa me serce…
WOLA NIEBA
Budzę się i szybko otwieram oczy. A we mnie ktoś śpiewa! Moje serce jest uradowane! Rozpromienione!
Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha!
„Dziś Ja śpiewam w tobie, maleńka Moja! W tobie, dla ciebie i o tooo…”
Przerywam mojemu umiłowanemu gwałtownie! Zamykam Mu usta pocałunkami. Szepczę z mocą:
„A ja Tobie, dla Ciebie i o Tobie!”
„Jesteśmy piękni Twoim pięknem, Panie.
Jesteśmy piękni Twoim pięknem, Panie.
Ty otwierasz nasze oczy na piękno Twoje, Panie,
Ty otwierasz nasze oczy, Panie.
Ty otwierasz nasze oczy na piękno Twoje, Panie,
Ty otwierasz nasze oczy Panie, na Twoje piękno!”
Jezus patrzy we mnie rozpromieniony miłością!
„Ja o tobie, a ty o Mnie!”
„Śpiewasz dla mnie i o mnie… A Twoja wola wypełnia się wobec mnie… To co wcześniej wydawało się niemożliwe teraz jest na wyciągnięcie ręki! Dzięki Tobie! Dzięki Twojej woli! Twoja wola to coś najlepszego, najpiękniejszego, najcudowniejszego dla mnie!”-szepczę z miłością. I rozmyślam:
„Dlaczego wola Boża jest często traktowana przez nas, katolików jak coś negatywnego, niełatwego, trudnego do przyjęcia? Wymagającego wyrzeczeń, znoju i cierpienia? Przecież Bóg, który nas kocha, pragnie dla nas jak najlepiej! 'Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba!’ A ja zmieniam to przysłowie! 'Niech się dzieje wola nieba, z niej się zawsze cieszyć trzeba!'”
Jezus patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie.
„Właśnie dlatego jesteś piękna.Jak MAMA!”
Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy!
MAMY PODOBNIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście Poruszony i zakochany cały! Uśmiecham się do mojego Oblubieńca radośnie!
„Udało ci się zaskoczyć i bardzo ucieszyć swoje Dziecko, maleńka Moja.”
„Tak, udało mi się!” – śmieję się wesoło. I dodaję:
„Wybacz, mój słodki Jezuniu, ale nie będę o tym opowiadać. Nie mam siły.
Jezus kiwa ze zrozumieniem głową.
„Cieszę się, że udało mi się je ucieszyć! Cieszę się, gdy moje Duchowe Dzieci się cieszą. Jestem szczęśliwa, gdy one są szczęśliwe. Smucę się kiedy one są smutne. Cierpię gdy one cierpią…”
„Mamy podobnie, maleńka Moja…”
Jezus patrzy we mnie ze słodyczą. Ujmuję Jego twarz w dłonie i przysuwam do mojej twarzy. Daję Umiłowanemu siarczystego buziaka! Potem o czymś sobie przypominam! Śmieję się znowu radośnie!
„Właściwie to dwoje Dzieci udało mi się ucieszyć!”
Jezus uśmiecha się i patrzy we mnie ogniście! Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„A właściwie to troje…”
Patrzymy w siebie nawzajem z lubością. Oboje wiemy o co chodzi. Nie potrzeba słów. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
UWIELBIA MNIE!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Uwielbiam ciebie, Moja maleńka!” – szepcze żarliwie.
„I ja Ciebie uwielbiam! I ja!” – szepczę z mocą.
Jezus, mój Oblubieniec patrzy we mnie rozpromieniony cały! Patrzę Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Nagle pochylają się nade mną także inne jakby twarze… Rozpromienione, jasne, świetliste. Przeźroczyste jakby. Nie znam ich, ale serce mi mówi, że to święci. Uśmiecham się do nich radośnie. I oni uśmiechają się do mnie! Cudownie!
Jezus mój Miły szepcze:
„Maleńka Moja, Ja uwielbiam ciebie. I w twoim sercu dobrze Mi jak w Niebie!”
Uśmiecham się do Umiłowanego onieśmielona i szczęśliwa. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic!
WSZYSTKIM!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony. Uśmiecham się do Niego z trudem.
„Wiesz kochany? Kazanie tego księdza wciąż mnie dotyka. Dotyka mego serca.”
„Ono było do ciebie, Moja słodka. Opowiedz jak je znalazłaś.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Wiesz, jestem przeziębiona i nie byłam w kościele. Włączyłam telewizor, Youtube i poprosiłam tatę, żeby powiedział do mikrofonu 'msza na żywo’. Ja mówię niewyraźnie i kiedyś coś do mikrofonu powiedziałam to jakieś dziwne wygibasy wyszły. Poprosiłam tatę. Tata powiedział. Wyskoczyło dużo transmisji Mszy. Akurat pierwsza z brzegu była z Kołobrzegu. Ucieszyłam się bardzo, bo w kołobrzeskiej bazylice na Mszy świętej byłam wiele razy. Ucieszyłam się, że będę mogła być online. Kiedy jednak organista zaczął grać na organach i śpiewać, a ksiądz mówić to niestety nie dało się słuchać! Trzeszczało, świstało, sprzęgło coś. Wyszłam i akurat była transmisja Mszy z Lichenia. O wyglądzie i wystroju bazyliki Licheńskiej wolę się wypowiadać, bo jak zaczynam, od razu się denerwuję. Mówiąc najdelikatniej i najłagodniej, nie podoba mi się. Ale Mszę Świętą włączyłam i zaczęłam w niej uczestniczyć. Kamera była skierowana na ołtarz. Serce mnie bolało gdy patrzyłam na maleńki Cudowny Obrazek Maryi… Ledwo go widać w tym wielkim, kapiącym złotem ołtarzu. Maleńka Miriam wydawała się być zagubiona. Ale teraz nie o tym. Ksiądz skończył czytać Ewangelię i zaczął mówić kazanie. 'A ty? Którym synem jesteś?’ Cisza, sekunda ciszy, która dla mnie wydawała się wiecznością. 'Którym synem jestem? Ani tym, ani tamtym! Żadnym z nich! Więc kim jestem?! Kim jestem dla Boga?!’ – pytało moje serce. I od razu samo sobie odpowiedziało: 'nikim!'”
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca ogniście! I szepczę z mocą:
„A tu okazuje się, że to nie tak!”
„Wszystkim! Jesteś dla Mnie wszystkim! Moją córeczką najdroższą! Moją córeczką najmilszą!”
Uśmiecham się do Jezusa rozpromieniona!
„Kiedy usłyszałam słowa księdza o trzecim Synu, na sercu zrobiło mi się błogo, miękko i ciepło… Jak teraz!”
Jezus, mój słodki Oblubieniec całuje mnie. Tańczę w Jego pocałunkach!