"CZUB''

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił sie tymi słowami: Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. (J 17,11b-19)

„… aby moją radość mieli w sobie w całej pełni.” Boża radość. Radość nie z tego świata. Radość. Nie wesołkowatość, nawet nie uśmiech. Radość. Radość Jezusa.
To mieć ufność w Bogu mimo przeciwności. Mieć przekonanie. że cokolwiek się dzieje Bóg nad tym czuwa. Być szczęśliwym po prostu. Mieć w sobie pokój. Czy można być smutnym a jednocześnie być szczęśliwym? Można. Smutek to uczucie, które przychodzi i odchodzi. Jest ulotne. A szczęście to stan, doświadczenie, które trwa.
Mieć w sobie Bożą Radość to ufać Mu mimo wszystko. Nawet wbrew nadziei. Jak na przykład Maryja. Maryja nawet pod krzyżem ufała. Widziała mękę Syna, Jego śmierć… ale nie zakłóciło to Jej wiary, ufności. Stała pod krzyżem jak na posterunku. Cierpiała, ale stała. I Jej smutek zmienił się w Radość.
Przyczyna naszej Radości.

PRZEJŚCIE

Umiłowany mój Jezu, wczoraj odbył się pogrzeb babci. Nie był on smutny. Przeciwnie. Pogodny, a nawet radosny. Ufam, że babcia jest z Tobą, że ogląda Twoje Oblicze. Ksiądz, który przepięknie celebrował Mszę pogrzebową, a który znał babcię, mówił, że głęboko w to wierzy. Mówił, że przychodził do niej z Sakramentami św., kiedy ona już sama nie była w stanie chodzić do kościoła. Że przyjmowała Ciebie. A teraz Ty przyjąłeś ją do siebie. Do Nieba. To chyba musi być uroczyste i podniosłe wydarzenie kiedy orszak Anielski prowadzi duszę przed Twój Tron. Ukochany… babci droga do Ciebie dobiegła już końca, moja jeszcze trwa. Pragnę żyć tak, aby kiedy powołasz mnie do siebie, być zawsze gotową.

SKAŁA

Kalejdoskop. Jedno wydarzenie goni drugie. Życie przeplata się ze śmiercią, radość ze smutkiem, śmiech ze łzami. Spokój z zaskoczeniem. Nie zawsze pozytywnym. Ciągle coś się zmienia. Wiruje jak kolorowe szkiełka w kalejdoskopie. Jednak cokolwiek się dzieje, staram się trwać. Jak dom na skale w Twojej przypowieści, Umiłowany. Wśród burz, przeciwnych wiatrów i powodzi. Staram się trwać, bo zaufałam Skale. TOBIE. Ty jesteś moją Skalą. Moją Opoką. Ty podtrzymujesz moje życie. Duszę. I serce. Czuwasz nade mną. Jestem Ci droga. Pokazujesz mi to na każdym kroku. Ty, moja Skała. I mój Ukochany.

WIECZNY ODPOCZYNEK…

Ukochany… moja babcia już jest z Tobą… U Ciebie. Wierzę w to głęboko. Że jej dusza jest w Tobie zanurzona. Że spoczywa w Bogu. W Tobie. Zmarła opatrzona Sakramentami świętymi. Więc wierzę, że w Swoim Miłosierdziu przyjąłeś ją do Siebie. Smutno mi… tak po ludzku i w oczach mam łzy… Ale jednocześnie w sercu mam pokój i ufność. Ufam Tobie. Ty też płakałeś po śmierci Twojego przyjaciela Łazarza. Kochałes go. Ja także kochałam babcię. Lubiłam jej przedwojenne i wojenne opowieści. Tragiczne, ale jednocześnie pełne nadziei. Będzie mi brakować babci. Ale równocześnie wierzę, że będzie, że jest ze mną. Może głębiej i bardziej niż do tej pory…

10 przykazań MIŁOŚCI

  1. Miłość jest jak księ­życ: jeśli się nie wznosi — opada.
  2. Miłość się nie dzieli, ale się rozmnaża.
  3. Miło­ści nie można kupić ani sprze­dać — można tylko ofiarować.
  4. Miłość jest albo pokorna, albo jej wcale nie ma.
  5. Miłość zamiast mówić: „Dam ci poca­łu­nek“, mówi: „Podam ci rękę“.
  6. Miłość, która obli­cza nie jest praw­dziwą miłością.
  7. Kochać, to nie zna­czy przy­zwy­czaić się do kogoś drugiego.
  8. Kochać, to łagod­nie przy­pro­wa­dzić kogoś do sie­bie samego.
  9. Kochać, to uczy­nić szczę­śli­wym dru­giego człowieka.
  10. Kochać, to zro­bić wię­cej niż niezbędne.

O BÓLU

W co się ból może zmienić

w gniew tupanie nogą

w otwartą książkę zamkniętą powoli

w modlitwę

płacz prywatny bo wprost do poduszki

list pisany pięć razy bez związku od rzeczy

milczenie przy stole

chodzenie tam i nazad dookoła prawdy

dotknięcie ust samotnych łyżeczką herbaty

w to co niemożliwe – jeszcze nie ostatnie

w tę samą znowu miłość

kończącą się długo

pozwól więc Matko niech dalej boli

 

 x.J.Twardowski

ROZMOWA

 Czy już Ci mówiłam, że lubię z Tobą rozmawiać?  haha
Lubię. Bardzo. Uwielbiam.
Właściwie lubię Ciebie słuchać. W ciszy…
Często przychodzę do Ciebie przytłoczona problemami, bezsilnością, bólem.
Przychodzę i Ci o tym mówię, często wyrzucam to z siebie. Potok myśli, niewypowiedzianych słów. Wyrzucam z siebie.
Przerzucam na Ciebie. Oddaję Ci.
Kiedy powiem wszystko co mi leży na sercu, czekam na Twoją odpowiedź.
Siedzę i czekam. W milczeniu. W skupieniu.
Niby nic się nie dzieje. A jednak DZIEJE SIĘ.
Problemy przestają być ważne a moje wnętrze napełniasz
Pokojem i radością.
Jakbyś mówił ” Nie martw się. Panuję nad wszystkim. Zaufaj Mi.
Ty jesteś NAJWAŻNIEJSZY. Moje zmartwienia przestają istnieć.
Chce mi się śpiewać i tańczyć.
Naprawdę. Przecież wiesz.  hehe 
I chociaż ani śpiewać ani tańczyć nie mogę to jednak tańczy moje serce. Dla Ciebie.
Czasem nieudolnie zaśpiewam : „Jezus Chrystus moim Panem jest. Alleluja”.
 

OD NIEGO

Jesień… Zimno, deszczowo, smutno… Na dworze.
A moim sercu radość, szczęście. Poczucie, że mogę wszystko.
Choć tak naprawdę nie mogę prawie nic.
W NIM mogę wszystko.
Maluję łąkę. Kolorową. Maki, słonecznik, różne odcienie zieleni.
Motyl.
Czasem gwar dzieci. Czasem cisza. Czasem włączę sobie
” Akatyst ku czci Bogurodzicy”. Słucham, kontempluję…
Czasem zanucęWitaj, Oblubienico Dziewicza…”.
 Nucę i maluję. Często mam wrażenie, że maluje się „samo”. haha
Kilka dni temu na czacie na katolik.pl znowu ktoś mnie pytał czy jestem szczęśliwa. Odpowiedziałam, że tak. Nie zdziwił się. ” A skąd bierzesz siłę?” – spytał.
„Od Niego” – napisałam.
 Wszystko mam od Niego.


„Dziecko powinno samo wypłynąć po zastrzyku”

  Wstrząsającą opowieść Chinki o masowej, przymusowej aborcji w jej kraju podał portal LifeSiteNews. „Lekarz powiedział mi, że sprawiam kłopoty bowiem dziecko samo powinno wypłynąć ze mnie po zastrzyku. Zatem postanowili pokroić moje dziecko nożyczkami” – mówiła kobieta, używająca pseudonimu Wujian.

  BEZ KOMENTARZA.  SŁÓW BRAKUJE.

O MIŁOŚCI, KRZYŻU I….

Często rozmyślam o Twojej Miłości. O Tobie. Bo Ty jesteś  Miłością. Im dłużej o Niej myślę, tym bardziej nie mogę Jej zrozumieć. Pojąć. Patrzę na krzyż stojący na komodzie,myślę: „aż TAK mnie kochasz! „. Kiedy jest pochmurno mój krzyż jest stalowy, zimny, ciężki. A nawet odpychający. Lecz kiedy przez okno wpadnie choćby jeden promień słońca, jego ciężar znika, a krzyż mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Jest wtedy piękny i radosny. Tak… Krzyż może być radosny. Ale tylko wtedy kiedy niesie go i umiera na nim Miłość. Czyli Ty. Twój krzyż piękny nie był… Przeciwnie. Umierałeś na drzewie hańby i odrzucenia. Jak złoczyńca. Nikt nie chciał na Ciebie patrzeć. Odwracali głowy z obrzydzenia…. I teraz też często odwracają. Wyśmiewają. Szydzą. Ci, za których Ty umarłeś. Z Miłości. Do nich. Do nas. Do każdego. Na tym polega Twoja szalona wręcz Miłość. Nikogo nie odrzucasz.
 Panie… zechciałeś podzielić się ze mną swoim krzyżem. Swoim cierpieniem. Swoim bólem. Swoją Miłością. Zaufałeś mi. Słabej i bezradnej.  Dziękuję Ci za to. Uwielbiam Cię za to. Moja Miłości. Mój Ukochany.
Dziękuję Ci za mój krzyż. To prawda, jest ciężki, ale ile dobrych rzeczy dzięki niemu pozwoliłeś mi zrobić. Ile dobrych ludzi dzięki niemu ciągle stawiasz na  mojej drodze….
Dziękuję.

DZIECIĄTKO

  

Zobaczcie 🙂 To moje dzieciątko. Tak mniej więcej wygląda. Ma ponad 2 miesiące. Widać już  główkę,kręgosłup …  Żyje. Rozwija się. Jest bezpieczne Ma dobrego opiekuna i Obrońcę. Najlepszego. Boga Ojca. Troszczy się o nie. Strzeże. Chroni. Pieści je. Kocha. Bardziej niż matka i ojciec.Rozpromienia się na widok dzieciątka. Kształtuje je. Stwarza. Proszę Go o to.Dziękuję Mu za nie. Nieustannie. Moje dzieciątko…  Żyje dzięki Bożej Miłości i Miłosierdziu.

Cudne, prawda?

TY WIESZ

Właściwie nie wiem o czym pisać…. Trudno mi pisać. Zresztą TY wiesz jak jest. Ja wiem, że TY wiesz.
Wiesz,  że jest coraz gorzej, trudniej.
Jesteś ze mną, wiem to. Cierpisz ze mną.
Cierpimy razem. Wspólnie.
Cierpienie zbliża nas do siebie. Mnie do CIEBIE. I CIEBIE do mnie.
Razem…
Czę­sto ogar­nia zwąt­pie­nie.Że już nic nie wiem.
Mimo wszystko jedno wiem napewno. Chcę ten krzyż nieść razem z TOBĄ. TY jesteś moją siłą. Tylko TY. Bez CIEBIE bym się poddała. Zdaję się całkowicie na Ciebie. Sobie ufać nie mogę. Słaba jestem. Podtrzymuj mnie.
Proszę.

Ty wiesz…

Bądź uwielbiony Boże.

Dzię­kuje Ci

Dzię­kuję Ci po pro­stu za to, że jesteś
za to, że nie mie­ścisz się w naszej gło­wie, która jest za logiczna
za to, że nie spo­sób Cię ogar­nąć ser­cem, które jest za ner­wowe
za to, że jesteś tak bli­ski i daleki, że we wszyst­kim inny
za to, że jesteś już odna­le­ziony i nie odna­le­ziony jesz­cze
że ucie­kamy od Cie­bie do Cie­bie
za to, że nie czy­nimy niczego dla Cie­bie, ale wszystko dzięki Tobie
za to, że to czego pojąć nie mogę — nie jest nigdy złu­dze­niem
za to, że mil­czysz. Tylko my — oczy­tani anal­fa­beci
chla­piemy języ­kiem

Jan Twar­dow­ski

ROZMOWA TEOLOGICZNA :-)

 Od niedawna na moim biurku stoi drewniana figurka Chrystusa frasobliwego. Kiedy po raz pierwszy zobaczył ją mój (4 l.) bratanek aż stanął ze zdziwienia.
– Ciociu, a kto to jest ?? – zawołał.
– Nie widzisz Łajku ? – odpowiedziałam – to Pan Jezus.
– Taaak… ale… – Łaj był jeszcze bardziej zaskoczony – dlaczego On jest taki… smutny ?
W pierwszej chwili nie bardzo wiedziałam co mu odpowiedzieć. Jak wytłumaczyć. Ale coś ( Ktoś ) mnie natchnęło.
– Łajku… Pan Jezus jest smutny bo ludzie są źli, niedobrzy, nie grzeczni. A On chce, żebyśmy byli dobrzy. I dlatego jest smutny.
– I się martwi….?
– Tak.
Łaj chwilę stał zamyślony. A potem spytał:
– A na czym on siedzi, ciociu ?
– Na kamieniu.
– Wyczarował go ?
Uśmiechnęłam się
– Stworzył. Pan Bóg nie czaruje ale stwarza.
– Ale bogi są czarodziejami.
– Bóg jest jeden. I nie czaruje.
– Bogów jest dużo.
– Jest jeden.
Chłopczyk był trochę zniecierpliwiony.
– Nieprawa! Bo jakby był jeden to by Mu było smutno. Samotno.
– Pan Bóg ma aniołów, ma świętych, ma nas. I nie jest sam.
Łajkowi chyba ta odpowiedź wystarczyła. Zapytał jeszcze :
– A czemu ten kamień jest taki żółty?
Zgłupiałam. Takiego pytania się nie spodziewałam.
– Bo to piaskowiec- wymyśliłam na poczekaniu.
– Aha. Ja mam dużo takiego żółtego piaskowca w swojej piaskownicy. Wiesz ?
– Tak…- wybuchnęłam śmiechem.
Ale Łaj już tego nie słyszał. Pobiegł do domu.       

NERGAL

 Najpierw fakty:
              KONCERT
              WYROK SĄDOWY

 „Swoista forma sztuki” Tak….Tak orzekł sąd. Niezawisły i bezstronny. Według mnie jednostronny. Gdyby to co zrobił z Biblią, zrobił z Koranem, w kraju muzułmańskim byłby zlinczowany. A tu jest uniewinniony.  Jego wypowiedź zgodną z „metalową poetyką grupy Behemoth” oraz kierowaną do”określonej i hermetycznej publiczności”. Tak uznał sąd. Czy sąd widział to co ja – i każdy katolik, każdy człowiek wierzący i normalny? Czy raczej zobaczył to co chciał  zobaczyć?  Adam Darski od dawna w swoich utworach znieważa  katolików i Chrystusa :

 Lucyfer

I’m Not Jesus

W normalnym katolickim kraju, Nergal zostałby skazany za obrazę uczuć religijnych. Jego działalność zostałaby napiętnowana. Byłby odsunięty z przestrzeni  publicznej.

Tak powinno być w kraju. Czy Polska jest jeszcze krajem katolickim? Widać nie bo p. Nergal jest bezkarny. W mediach mówi się o nim jak o bohaterze…. autorytecie. TVP zatrudniła go  w roli jurora w programie „The Voice of Poland”. ‘’ Pierwszy satanista Rzeczpospolitej, znany z romansu z Dodą i podarcia Biblii, został przez szefów telewidzów rozgrzeszony. Uznano, że Nergal  nadaje się do niesienia misji telewizji publicznej. Nergal zasiądzie w jury,które uczestników będzie oceniało tylko na podstawie ich głosu – w trakcie przesłuchania jurorzy będą siedzieli tyłem do uczestników. ‘’

Po wyroku sądu Darski powiedział:  „(…) jestem pewien,że kroczę właściwą ścieżką do niczym nie skrępowanej wolności!Bitwa wygrana, ale wojna jeszcze się nie skończyła. Heil Satan!”. Co myśleć o dorosłym człowieku, którego pozdrowieniem jest „Heil Satan!” i który robi sobie zdjęcie, przebrany za papieża, pokazując gest szatana?  

Zaskoczyła mnie wypowiedź w tej szokującej sprawie księdza Adama Bonieckiego:

http://www.tvn24.pl/-1,1717750,0,1,ks-boniecki-reakcja-kosciola-ws-nergala-za-mocna,wiadomosc.html

Ja nie wiem czy uprawiający”swoistą formę sztuki” polegającą na darciu i znieważaniu Biblii Nergal, jest w TVP „delikatny i kulturalny”, bo nie oglądam tego show.  Wiem jedno : w tej sprawie  Kościół Katolicki musi mówić jednym głosem.Jednoznacznie. Dla wierzącego, praktykującego katolika ( w tym dla mnie) Darski to satanista a to co zrobił z Pismem Świętym to bluźnierstwo.  Tak naprawdę każdy to wie. Dlaczego tak mało katolików reaguje? Dlaczego ci co reagują , są traktowani jak margines? W imię‘’tolerancji’’ ? Wolności słowa?
Są takie sytuacje kiedy trzeba się opowiedzieć. Jednoznacznie. Jasno.Konkretnie.
Nie możemy siedzieć potulnie i nie reagować. Może jesteśmy w mniejszości ale nie możemy pozwolić, żeby zło, satanizm i anty kultura były promowane.

  Uważam też, że musimy modlić za p. Adama Darskiego – Nergala, bo przecież w gruncie rzeczy, to człowiek chory, który cierpi, który zagubił sie w życiu, a niebawem stanie przed obliczem Ojca Niebieskiego… i modlitwa i Dobro są mu chyba bardzo potrzebne. Nawrócenie czyli zmiana – przemiana – myślenia to coś czego  możemy być świadkami, gdy tylko o to poprosimy. Więc proponuję modlitwę  błagalną o nawrócenie Adama Darskiego. O to, by poznał Prawdę, Drogę i Życie w zetknieciu z Miłością Miłosierną.

 

 

 

Komentarz na katolik,pl

Mój komentarz na 18-09-2011

Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami.(…)
Bo jak niebiosa górują nad ziemią
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi

Iz 55,8-9
 
Logika Boga jest inna niż logika człowieka. Bóg nie zastanawia się „co ja z tego będę miał’’. Nie kalkuluje, nie zastanawia się. Daje To co ma najlepszego. Od razu. Miłość. Szuka człowieka. Rano. W południe. Wieczorem. Każdy jest Mu tak samo drogi. Bezcenny. Kochany. Każdego obdarza sprawiedliwie Swoimi darami. A my? Często oburzamy się na Niego, że innym daje więcej niż nam. Choć, według nas, wcale na to nie zasłużyli. Logika Boga. Logika Miłości.

                               Katolik.pl

Stabat Mater Doloroza

1. Stała Matka Boleściwa obok krzyża ledwo żywa,
gdy na krzyżu wisiał Syn.
Duszę Jej co łez nie mieści, pełną smutku i boleści,
przeszedł miecz dla naszych win.

2. O, jak smutna i strapiona Matka ta błogosławiona,
której Synem niebios Król!
Jak płakała Matka miła, jak cierpiała, gdy patrzyła
na boskiego Syna ból.

3. Gdzież jest człowiek, co łzę wstrzyma, gdy mu stanie przed oczyma
w mękach Matka ta bez skaz?
Kto się smutkiem nie poruszy, gdy rozważy boleść duszy
Matki z Jej Dziecięciem wraz?

4. Za swojego ludu zbrodnię, w mękach widzi tak niegodnie,
zsieczonego Zbawcę dusz.
Widzi Syna wśród konania, jak samotny głowę skłania,
gdy oddawał ducha już.

5. Matko, coś miłości zdrojem, spraw, niechaj czuję w sercu moim
ból Twój u Jezusa nóg.
Spraw, by serce me gorzało, by radością życia całą
stał się dla mnie Chrystus Bóg.

6. Matko, ponad wszystko świętsza, Rany Pana aż do wnętrza
w serce me głęboko wpój.
Cierpiącego tak niezmiernie Twego Syna ból i ciernie
niechaj duch podziela mój.

7. Spraw, niech leję łzy obficie i przez całe moje życie
serce me z Cierpiącym wiąż.
Pragnę stać pod krzyżem z Tobą, z Twoją łączyć się żałobą,
w płaczu się rozpływać wciąż.

8. Panno Święta, swe dziewicze zapłakane wznieś oblicze
jeden niech nas łączy płacz.
Spraw, niech żyję Zbawcy zgonem, na mym sercu rozżalonym
Jego ból wycisnąć racz.

9. Niech mnie męki gwoździe zranią, niechaj, kiedy patrzę na nią,
krew upoi mnie i krzyż.
Męką ognia nieustanną nie daj gorzeć, Święta Panno,
w sądu dzień swą pomoc zbliż.

10. A gdy życia kres nastanie, przez swą Matkę, Chryste Panie,
do zwycięstwa dojść nam daj.
Gdy ulegnie śmierci ciało, obleczone wieczną chwałą
dusza niech osiągnie raj.

Niezgodne z zamówieniem.

   

         Hej, co ty taki jakiś podenerwowany dzisiaj jesteś?

         No jestem, bo mama się denerwuje. Ale nie wiem dlaczego. Nie mów, że nie czujesz…

         Masz rację. Starałem się nie zwracać na to uwagi.Ciekawe co się dzieje…?

         Jak choć na chwilę przestaniesz gadać, to może coś w końcu usłyszę!

         No dobra już dobra…

         …a co tu jest do rozumienia? Ponad tydzień temu przyjęli wniosek o odrzucenie projektu ustawy, o całkowitym zakazie aborcji, ami się to do dziś nie mieści w głowie… Odrzucili… Głosowali za aborcją…

         O czym mama mówi? Za jaką aborcją? Co to jest aborcja?

         Ucisz się wreszcie!

         … można zabić, jak się okaże, że dziecko jest chore,a więc niezgodne z zamówieniem…

         Ej, przesuń się, bo się zaraz zaplączę w pępowinę. I może byś mi w końcu wyjaśnił o czym mama mówi?

         Ja rozumiem, że mózg nam się jeszcze w pełni nie wykształcił, ale słuchać już chyba potrafisz…

         Dobra dobra mądralo, o co tu chodzi?

         Aborcja to takie ładne słowo, które w praktyce oznacza,że nigdy nie zobaczysz mamy i taty.

         Jak to? Przecież mówiłeś że się urodzimy…

         Oj, głupi jesteś! Jasne, że my się urodzimy. Mama nas kocha. Nie zrobi nam krzywdy. Poza tym tata by nie pozwolił. Nie chodzi o nas.

         To ja już nic nie rozumiem…

         Kiedy ty całymi dniami śpisz, ja siedzę i słucham co się dzieje na zewnątrz. I słyszałem jak jakiś czas temu mama rozmawiała z pewnąpanią. I ta pani jej powiedziała, że obaj jesteśmy zdrowi.

         No to chyba dobrze, nie?

         Jasne że dobrze, ale chyba słyszałeś, co mama powiedziała przed chwilą. Powiedziała, że jak dziecko jest chore, to można je zabić.

         Jak zabić?

         No takim zimnym, metalowym czymś. Jakieś pięć dni temu mama rozmawiała z sąsiadką, pamiętasz?

         No tak.

         No właśnie. I tłumaczyła jej, że nawet jeśli będzie tak jak mówią lekarze, że dziecko urodzi się chore, to nie znaczy, że będzie gorsze. Że trzeba je kochać…

         O, wreszcie mówisz normalnie. Kochać to wiem, bo mama i tata często tak do nas mówią. I to bardzo miłe jest.

         Tylko, że nie wszyscy rodzice tak mówią do swoich dzieci…

         Nie? A to można mówić inaczej?

         Nie wiem, ale ta sąsiadka mówiła inaczej. Mówiła, że nie urodzi dziecka, bo ono jest chore, a ona się boi… No i że to zgodne z  prawem przecież…

         Jakim prawem?

         Nie wiem, pierwszy raz to słowo słyszałem, ale to chyba ma coś wspólnego z tym głosowaniem…

         To wtedy, kiedy poczuliśmy to nagłe zdenerwowanie mamy?

         Dokładnie.

         Chcesz powiedzieć, że gdybyśmy byli w brzuchu tamtej pani zamiast w brzuchu mamy, i gdyby to o nas lekarz powiedział, że jesteśmy chorzy, to by nas zgodnie z prawem rozerwano na kawałki tym zimnym, metalowym czymś?

         Dokładnie tak. Wczoraj zadzwonił telefon. Mama powiedziała tylko: „Mój Boże…” i płakała przez następną godzinę.

         Teraz już wiem co to znaczy, kiedy się mówi, że dziecko jest niezgodne z zamówieniem. Wtedy trzeba powiedzieć rodzicom, że to przecież nie szkodzi, że dziecko jest chore. Ono kocha ich tak samo…

         Naprawdę jesteś taki głupi, czy tylko udajesz? Jego rodzice powiedzieli lekarzowi, że ma „usunąć problem.” Nie było dla nich ważne to, że dziecko ich kocha, a to, że urodzi się chore. Kazali więc je zabić.

         Przestań! To niemożliwe, żeby można było coś takiego zrobić specjalnie!

         Też tak myślałem. Do wczoraj. Teraz już wiem, że po tamtej stronie można robić rzeczy, które nam wydają się niemożliwe.

         Czyli my żyjemy tylko dlatego, że nie jesteśmy chorzy?

         Żyjemy bo rodzice nas kochają. Pamiętasz co mówili?„Nieważne czy jesteście chorzy czy zdrowi, nieważne co mówi prawo – nigdy nie pozwolimy zrobić wam krzywdy.”

         Tak, pamiętam, mamy wspaniałych rodziców… A jak myślisz, co się stało z dzieckiem tej sąsiadki? Dalej jest w jej brzuchu? Takie nieżywe?

         Mama mówiła, że Pan je zabrał.

         Jaki pan ?

         Pan Bóg.

         Aha. A dokąd je zabrał?

         Do swojego domu.

         A to bardzo miło. To ten Pan Bóg musi je bardzo kochać,skoro pozwolił mu mieszkać w swoim domu. To teraz jest ich wspólny dom. My mamy dom z rodzicami, a ono z Panem Bogiem, tak?

         Tak.

         A dużo jest takich dzieci, które nie żyją, bo lekarz na polecenie rodziców je zabił, i one nie mogły już iść do domu z mamą i tatą,tylko od razu poszły do domu Pana Boga?

         Mama mówi, że za dużo.

         Naprawdę? Ale mama mówiła też, że my mieszkamy na razie w jej brzuszku, bo ona kocha tatę, a tata kocha ją. I że już się nie może doczekać, aż z niego wyjdziemy i będzie mogła nas zobaczyć.

         No tak.

         To jakim sposobem inne dzieci pojawiają się w brzuchu swoich mam, skoro one nie chcą tych dzieci zobaczyć? Po co robią tak, żeby dzieci najpierw w ich brzuchu były, skoro później chcą, żeby ich tam nie było?Mama mówi, dzieci się biorą z miłości…

         No tak. Ale może rodzice, którzy zabijają swoje dzieci,nie zgadzają się z naszą mamą? Może tamte dzieci biorą się z czegoś innego,skoro ich rodzice nie mówią do nich o miłości, tylko o tym, że się boją i ich  nie chcą?

         Tak myślisz? Strasznie to wszystko skomplikowane…

         Wiem, dlatego chodźmy już lepiej spać. Zmęczony jestem.Dobranoc.

         Dobranoc braciszku, dobranoc mamusiu, dobranoc tatusiu.Do jutra.

                                           /Karolina/

GŁOS

 Wczoraj w sejmie odbyła się najpierw debata a potem głosowanie. Posłowie opowiedzieli się za zabijaniem

dzieci nienarodzonych.Chorych. Niepełnosprawnych. Nieważne- ludzi – po prostu. Według większości posłów nie mają one prawa żyć. Można je zabijać dalej. W świetle polskiego prawa.
Zdecydowali o tym między innymi minister zdrowia. E. Kopacz. Minister zdrowia,lekarka, której naczelnym obowiązkiem, powołaniem, jest troska o zdrowie i życie człowieka.Pacjenta. Szczególnie tego najmniejszego, najbardziej potrzebującego pomocy,opieki i troski.
Głosowała za zabijaniem.
Za mordowaniem człowieka w białych rękawiczkach, głosował także J. Gowin.Katolicki intelektualista. Przynajmniej tak o sobie mówił do tej pory. Pisał artykuły w ” Gościu Niedzielnym. Komentował Ewangelię. Czytałam te komentarze…
Głosował ” za”.
Tak głosowało wielu innych posłów i posłanek. Katolików.

Oddali swój głos,  wci­ska­jąc guzik “ za“ lub “prze­ciw“. Albo wstrzymali się od głosu. W tym wypadku brak odpowiedzi to też odpowiedź. Bardzo jasna.

„Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi.’’ –rzekł Bóg do Kaina, gdy ten zabił brata.
Krew zabijanych dzieci też woła do Boga. Głośno woła, swoim niemym krzykiem.

Usłyszmy ją. Bądźmy Głosem tych dzieci. Póki nie jest za późno.

Jeśli nie jest za późno…

       GŁOS księdza Tomasza – Wojna  

Żeby nie być gołosłowną – wyniki głosowania.

WNIEBOWZIĘCIE NMP

Prawdę o Wniebowzięciu NMP ogłosił jako dogmat wiary papież Pius XII 1 listopada 1950 r. w Konstytucji apostolskiej „Munificentissimus Deus”:

„…powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej” (Breviarium fidei VI, 105)

Wniebowzięcie MaryiOrzeczenie to Ojciec święty wypowiedział uroczyście w bazylice św. Piotra w obecności prawie 1600 biskupów i niezliczonych tłumów wiernych. Orzeczenie to oparł nie tylko na dogmacie, że kiedy przemawia uroczyście jako wikariusz Jezusa Chrystusa na ziemi w sprawach prawd wiary i obyczajów, jest nieomylny, ale także dlatego, że ta prawda była od dawna w Kościele uznawana. Papież ją tylko przypomniał, swoim najwyższym autorytetem potwierdził i usankcjonował.

Przekonanie o tym, że Pan Jezus nie pozostawił ciała swojej Matki na ziemi, ale je uwielbił, uczynił podobnym do swojego ciała w chwili zmartwychwstania i zabrał do nieba, było powszechnie wyznawane w Kościele katolickim. Już w VI wieku cesarz Maurycy (582-602) polecił obchodzić na Wschodzie w całym swoim państwie 15 sierpnia osobne święto dla uczczenia tej tajemnicy. To oznacza, że święto to musiało lokalnie istnieć już wcześniej, przynajmniej w V w. W Rzymie istnieje to święto z całą pewnością w wieku VII. Wiemy bowiem, że papież św. Sergiusz I (687-701) ustanawia na tę uroczystość procesję. Papież Leon IV (+ 855) dodał do tego święta wigilię i oktawę. Z pism św. Grzegorza z Tours (+ 594) dowiadujemy się, że w Galii istniało to święto już w VI w. Obchodzono je jednak nie 15 sierpnia, ale 18 stycznia. W mszale na to święto, używanym wówczas w Galii, czytamy, że jest to „jedyna tajemnica, jaka się stała dla ludzi – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny”. W prefacji zaś są słowa:

Tę, która nic ziemskiego za życia nie zaznała, słusznie nie trzyma w zamknięciu skała grobowa.

U Ormian uroczystość Wniebowzięcia Maryi rozpoczyna nowy okres roku kościelnego. Liturgia ormiańska na ten dzień mówi m.in.:

Dziś duchy niebieskie przeniosły do nieba mieszkanie Ducha Świętego. (…) Przeżywszy w swym ciele życie niepokalane, zostałaś dzisiaj owinięta przez Apostołów, a przez wolę Bożą uniesiona do królestwa swojego Syna.

W liturgii abisyńskiej, czyli etiopskiej, w tę uroczystość Kościół śpiewa:

W tym dniu wzięte jest do nieba ciało Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej, naszej Pani.

15 sierpnia obchodzą pamiątkę tej tajemnicy również Chaldejczycy, Syryjczycy i Maronici. Kalendarz koptyjski pod dniem 21 sierpnia opiewa Wniebowzięcie ciała Matki Bożej do nieba.

Wniebowzięcie MaryiBywają różne nazwy dzisiejszej uroczystości: Wzięcie, Przejście, Zaśnięcie, Odpocznienie Maryi itp. Nie wszyscy Ojcowie Kościoła, zwłaszcza na Wschodzie, byli przekonani o fizycznej śmierci Matki Najświętszej. Dlatego także Pius XII w swojej Konstytucji Apostolskiej nie mówi nic o śmierci, a jedynie o chwalebnym uwielbieniu ciała Maryi i jego wniebowzięciu. Kościół nie rozstrzygnął zatem, czy Maryja umarła i potem została wzięta do nieba z ciałem i duszą, czy też przeszła do chwały nie umierając, lecz „zasypiając”, jak głosi wschodnia tradycja.

Niemniej jasne i stanowcze są wypowiedzi Ojców Kościoła. Na Zachodzie pierwszą wzmiankę o tym niezwykłym przywileju Maryi podaje św. Grzegorz z Tours: (+ 594):

I znowu przy Niej stanął Pan, i kazał Jej przyjąć święte ciało i zanieść w chmurze do nieba, gdzie teraz połączywszy się z duszą zażywa wraz z wybranymi dóbr wiecznych, które się nigdy nie skończą.

Św. Ildefons (+ 667):

Wielu przyjmuje jak najchętniej, że Maryja dzisiaj przez Syna Swego (…) do pałaców niebieskich z ciałem została wyniesiona.

Św. Fulbert z Chartres (+ 1029) pisze podobnie:

Chrześcijańska pobożność wierzy, że Bóg Chrystus, Syn Boży, Matkę swoją wskrzesił i przeniósł Ją do nieba.

Św. Piotr Damiani (+ 1072) tak opiewa wielkość tajemnicy dnia Wniebowzięcia:

Wielki to dzień i nad inne jakby jaśniejszy, w którym Dziewica królewska została wyniesiona do tronu Boga Ojca i posadzona na tronie. (…) Budzi ciekawość aniołów, którzy Ją pragną zobaczyć. Zbiera się cały zastęp aniołów, aby ujrzeć Królową, siedzącą po prawicy Pana Mocy w szacie złocistej w ciele zawsze niepokalanym.

Z innych świętych można by wymienić: św. Anzelma (+ 1109), św. Piotra z Poitiers (+ 1112), św. Bernarda (+ 1153) i św. Bernardyna (+ 1444).

Wniebowzięcie MaryiNajpiękniej jednak o tej tajemnicy piszą Ojcowie Wschodu. Św. Jan Damasceński (+ ok. 749) podaje, jak cesarzowa Pulcheria (ok. roku 450) wystawiła kościół ku czci Matki Bożej w Konstantynopolu i prosiła listownie biskupa Jerozolimy Juwenalisa o relikwie Matki Bożej. Juwenalis odpisuje jej na to, że relikwii takich nie ma, gdyżciało jej zostało wzięte do nieba „jak to wiemy ze starożytnego i bardzo pewnego podania”. Z kolei św. Jan Damasceński opisuje śmierć Maryi Panny w otoczeniu Apostołów:

Kiedy zaś dnia trzeciego przybyli do grobu, aby opłakiwać Jej zgon, ciała już Maryi nie znaleźli.

Kazanie swoje kończy refleksją:

To jedynie mogli pomyśleć, że Ten, któremu podobało się wziąć ciało z Dziewicy Maryi i stać się człowiekiem; Ten, który zachował Jej nienaruszone dziewictwo nawet po swoim narodzeniu, uchronił Jej ciało od skażenia i przeniósł je do nieba przed powszechnym ciał zmartwychwstaniem. (…) W czasie tego wniebowzięcia, o Matko Boża, wojska anielskie przejęte radością i czcią okryły swoimi skrzydłami Twoje ciało, wielki namiot Boży.

Św. Modest, biskup Jerozolimy (+ 634), niemniej pewnie opowiada się za tajemnicą Wniebowzięcia Maryi:

Jako najchwalebniejszą Matkę Chrystusa, Zbawcy naszego, który jest dawcą życia i nieśmiertelności, wskrzesił Ją z grobu i wziął do siebie w sposób sobie wiadomy.

Św. Andrzej z Krety (+ 740):

Był to zaiste nowy widok, przechodzący siły rozumu, gdy niewiasta, która swoją czystością przewyższała niebian w ciele (swoim) weszła do niebieskich przybytków. Jak przy narodzeniu Chrystusa nienaruszonym był Jej żywot, tak samo po Jej śmierci nie rozsypało się Jej ciało. O dziwo! Przy porodzeniu pozostała nieskażoną i w grobie również nie uległa zepsuciu.

Św. German, patriarcha Konstantynopola (+ 732) w kilku kazaniach sławi tę tajemnicę, a nawet opisuje przymioty ciała Maryi po jej wzięciu do nieba:

Najświętsze ciało Maryi już powstaje z martwych, jest lekkie i duchowe, gdyż zostało już przemienione na zupełnie nieskazitelne i nieśmiertelne. (…) Tak jak napisano, jesteś piękna i Twoje dziewicze ciało jest święte, jest przybytkiem Boga i dlatego zostało zachowane od obrócenia się w proch. (…) Niemożliwym było, abyTwoje ciało, to naczynie godne Boga, w proch się rozsypało po śmierci. (…) Ciało Twoje dziewicze jest całkiem święte, choć jest ciałem ludzkim. Ponieważ dostąpiło najdoskonalszego żywota nieśmiertelnego (…) nie może ulec śmierci.

Św. Kosma, biskup z Maiouma (+ 743), mówi:

Rodząc Boga, Niepokalana, zdobyłaś palmę zwycięstwa nad naturą, (…) zmartwychwstałaś dla wieczności. Grób i śmierć nie mogą zatrzymać pod swoją władzą Bogurodzicy.

Wniebowzięcie MaryiTeolodzy Kościoła usiłują nie tylko stwierdzić fakt istnienia tej tajemnicy, ale także go uzasadnić. O tej tajemnicy pisali św. Tomasz z Akwinu (+ 1274), św. Albert Wielki (+ 1280), Jan Gerson (+ 1429), Suarez (+ 1617) i inni. Kiedy w XV w. Jan Marcelle w kazaniu na Wniebowzięcie Maryi wypowiedział zdanie, że „nie jesteśmy wcale zobowiązani pod grzechem śmiertelnym wierzyć, że Maryja została z ciałem do nieba wziętą”, gdyż nie jest to dogmat, cały fakultet uniwersytetu paryskiego wystąpił z całą stanowczością przeciwko niemu i zażądał, by te słowa odwołał, gdyż tego rodzaju wypowiedź pobrzmiewa herezją i jest sprzeczna z ogólnie wyznawaną prawdą.
Pisarze kościelni podkreślają, że skoro Matka Chrystusowa była poczęta bez grzechu, skoro Bóg obdarzył Ją przywilejem Niepokalanego Poczęcia, to konsekwencją tego jest, że nie podlegała prawu śmierci. Śmierć bowiem jest skutkiem grzechu pierworodnego. Ponadto nie wypadało, aby ciało, z którego Chrystus wziął swoją ludzką naturę, miało podlegać rozkładowi. Chrystus, którego ciało Bóg zachował od zepsucia, mógł zachować od skażenia także ciało swojej Matki. Wreszcie tajemnica zmartwychwstania i wniebowzięcia jest przewidziana dla wszystkich ludzi, dlatego nie sprzeciwia się rozumowi, aby Chrystus dla swojej Rodzicielki przyspieszył ten dzień.
Dlaczego jednak dopiero od VI w. ta prawda przenika tak mocno świadomość wierzących? W Kościele jest więcej takich prawd, które rozwijały się i zostały wyjaśnione definitywnie później. Tak było np. odnośnie osoby Jezusa Chrystusa, gdy występowano przeciwko Jego naturze Boskiej, dwóm naturom, dwóm wolom (arianizm, nestorianizm, monofizytyzm), a nawet przeciwko jego naturze ludzkiej. Ogłoszenie prawdy o Wniebowzięciu Maryi jako dogmatu wiary było przypieczętowaniem i ukoronowaniem starożytnej tradycji Kościoła.

Wniebowzięcie MaryiWedług przekazów Tradycji Matka Boża ostatnie lata swego życia spędziła w Jerozolimie w pobliżu Wieczernika albo w Efezie. Większość badaczy przychyla się do pierwszej możliwości. Istnieje przekaz, że św. Jan Apostoł opuścił Ziemię Świętą w czasie pierwszego wielkiego prześladowania Kościoła w roku 34 i udał się z Maryją do Efezu. Chciał Ją w ten sposób uchronić przed niebezpieczeństwami prześladowań. Jednakże w pierwotnej literaturze chrześcijańskiej nie ma żadnej wzmianki o takiej podróży. Ponadto ustalono, że św. Jan udał się do Efezu dopiero ok. 68 roku, Maryja miałaby wtedy około 85-90 lat. Św. Paweł Apostoł, który wkrótce po śmierci Chrystusa przybył do Efezu, nic nie wspomina, aby przed nim w tym mieście był św. Jan z Maryją. Nie napotkał tam też żadnych śladów chrześcijaństwa.
Apokryficzne Acta Johannis z drugiej połowy II w. wspominają, że Jan, gdy przybył do Efezu, sam był już stary, nie ma też żadnej wzmianki, by Maryja była tam z nim. Aeteria, pątniczka nawiedzająca miejsca święte w latach 385-386, wspomina, że Jan był pogrzebany w Efezie, natomiast nie wie nic, aby tam był grób Maryi. Pseudo-Dionizy Areopagita pisze, że w czasie swojej pielgrzymki do Ziemi Świętej w roku 363-364 dowiedział się od św. Cyryla Jerozolimskiego, patriarchy Jerozolimy, że grób Maryi był w Jerozolimie w Dolinie Jozafata. Podobny opis zawiera apokryf Księga Jana z IV w. W tym apokryfie jest mowa o tym, że Maryja umarła śmiercią naturalną w Jerozolimie, została pogrzebana u stóp Góry Oliwnej w Dolinie Jozafata i że została wzięta do nieba. Wszystkie znane starożytne apokryfy wskazują, że grób Maryi jest w Getsemani w Dolinie Jozafata. Obecnie znajduje się tam kościół, którym opiekują się prawosławni Grecy.

Wniebowzięcie MaryiKult Maryi Wniebowziętej był w Kościele bardzo żywy i zdecydowanie wyróżniał się wśród wielu innych. Początki święta sięgają już wieku V. Wystawiono tysiące świątyń pod wezwaniem M.B. Wniebowziętej. W ciągu wieków powstało 8 zakonów pod tym wezwaniem: 1 męski (asumpcjoniści – Augustianie od Wniebowzięcia) i 7 żeńskich. W ikonografii scena Wniebowzięcia Maryi należy do bardzo często przedstawianych (dla przykładu: Fra Angelico – w kilku obrazach, Taddeo di Bartolo, Ottaviano Nelli, Giotto, Pinturicchio, C. Bellini, Raffael, Tycjan, Tintoretto, Tiepolo, Perugino, Procaccini, Filippino Lippi, Veronese, Murillo, Velasquez, Konrad von Goest; rzeźbiarze: Liberale da Verona, L. della Robbia, Michał Pacher, Wit Stwosz). Pod opiekę Maryi Wniebowziętej oddał Węgry król św. Stefan, a Francję – król Ludwik XIII (powtórzył to także Ludwik XV).

W polskiej (i nie tylko) tradycji dzisiejsze święto zwane jest również świętem Matki Bożej Zielnej. Na pamiątkę podania głoszącego, że Apostołowie zamiast ciała Maryi znaleźli kwiaty, poświęca się kwiaty, zioła i kłosy zbóż. Lud wierzy, że zioła poświęcone w tym dniu za pośrednictwem Maryi otrzymują moc leczniczą i chronią od chorób i zarazy. Rolnicy tego dnia dziękują Bogu za plony ziemi i ziarno, które zebrali z pól.

katolik.pl

……………

  
   Pigułki z abortowanych dzieci.

Od kiedy przeczytałam, że z ciał zabijanych dzieci wytwarza się afrodyzjaki a w restauracjach serwuje się zupę z płodu nie mogę dojść do siebie. Nie mogę myśleć o niczym innym…. Mój umysł tego nie ogarnia, nie przyjmuje. Nie potrafię tego zrozumieć. I nie chcę. Szok. Gniew. I jednocześnie rozpacz, że nic nie można na to poradzić, że nie można tego zatrzymać. Ciarki przechodzą po plecach… Do czego jeszcze może posunąć się człowiek? Co jeszcze może wymyślić? Strach się bać….

Prosimy o modlitwę.

JESTEŚ

Noc, cisza…Nic nie widzę.Kształty przedmiotów zatarte. Widać tylko czarny zarys krzyża stojącego na komodzie… I ciemność w sercu Ból i samotność. Bezradność i niemoc. Wołam Cię. Proszę, żebyś był zemną. Niby nic się nie zmienia na zewnątrz. Nadal ciemno i cicho. Jednak moje wnętrze zaczyna napełniać wielka radość i pokójPrzychodzisz nienamacalnie i  Jesteś. Jesteś ze mną.Trwasz. Słuchasz. Z Tobą ciemna noc staje się Światłem. Ból ofiarowaniem.Słabość siłą. Ty jesteś w tym. Jesteś. To nic, że boli. Ty cierpisz ze mną, nie jestem sama. Pocieszasz mnie. Najważniejsze, że Jesteś. Doświadczam Ciebie,Twojej obecności bliskości miłości każdej bezsennej nocy.  W Tobie mogę schronić, wyżalić. Tobie ofiarować. Jesteś. To najważniejsze. Więcej nic się nie liczy. Nic i nikt.Tylko Ty. Dziękuję, że Jesteś. Jezu. Moja miłości.

Komentarz na KATOLIK.PL

 http://www.katolik.pl/
Mój 1- szy (i mam nadzieję, że nie ostatni) komentarz do niedzielnej Ewangelii. Można go przeczytać, dziś, sobotę, klikając na link
„komentarz na jutro”, albo bezpośrednio w niedzielę, wtedy będzie widoczny na głównej
stronie.Dla tych co nie zdążą :

 „Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił,wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami,bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich,krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc,że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich:”Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” Na to odezwał się Piotr: ”Panie, jeśli to Ty jesteś,każ mi przyjść do siebie po wodzie!” A On rzekł: ”Przyjdź!”Piotr wyszedł z  łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: ”Panie, ratuj mnie!” Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: ”Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś,którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: ‚Prawdziwie jesteś Synem Bożym'”

„Wierzyć to  znaczy chodzić po wodzie…’’ – mówią słowa oazowej piosenki. Dzisiejsza Ewangelia przytacza obraz Jezusa kroczącego po jeziorze. To z punktu widzenia człowieka nie logiczne wręcz nierealne. Nie można przecież  chodzić po wodzie… Tak myśleli uczniowie widząc Jezusa. Przestraszyli się. Myśleli, że to zjawa. Jezus ich uspokaja:”Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się’’. Wtedy Piotr chce przyjść do Niego. Po jeziorze.Jezus mu pozwala. Piotr idzie. Jest pełen wiary, entuzjazmu i zachwytu. Ta wiara, zachwyt i uwielbienie dla Jezusa niosą go jakby po wodzie. Jest  pewien, że z Nim może zrobić wszystko. Nawet dokonywać rzeczy po ludzku niemożliwych. Gdy był w pewnej odległości od łodzi zdał sobie sprawę z tego, co robi. Szybko ocenił całą sytuację. Logicznie,rozumowo, praktycznie. Był przecież rybakiem i wiedział, chodzenie że po wodzie to rzecz niemożliwa… Zaczyna tonąć. Ostatkiem sił woła: ‘’Panie ratuj mnie!’’.Jezus natychmiast podaje mu rękę i wyciąga z wody. Ratuje go.

Każdy z nas w swoim życiu doświadcza tego, co Piotr.Wielokrotnie pod wpływem łaski danej z Nieba, czujemy się silni, mocni, wydaje się nam, że wiara nasza jest niezachwiana, ufność wielka. Uważamy, że nic nie odłączy od miłości Jezusa. Czynimy zapewnienia, podejmujemy postanowienia. Często emocje biorą górę. Łatwo wtedy zapominamy, od kogo pochodzi ta moc i zamiast zachwycić się Bożym działaniem- przypisujemy to sobie. Przestajemy wpatrywać się w Boga a zaczynamy w siebie. Często upadamy, gdyż nie widzimy Jezusa.Często wydaje On się nam zamgloną zjawą. Tracimy punkt odniesienia i ‘’grunt’’pod nogami.

Kiedy jednak zaczynamy sobie uświadamiać, że sami z siebie nic zrobić nie możemy. Że tylko z Bogiem możemy zrobić wszystko. Że sami jesteśmy słabi i grzeszni. Trzeba ukorzenia się przed Bogiem i stwierdzenia,przyznania się do swojej ogromnej słabości. Potrzeba prośby o przebaczenie.Wtedy wystarczy pokornie zawołać: „Panie ratuj mnie!”. Jezus tylko czeka,żeby  podać nam swoją dłoń, wyciągnąć z pychy, umocnić, przebaczyć, uzdrowić.

Wtedy znów z ufnością wyznać „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”. I znów możemy z Nim kroczyć po jeziorze naszego życia.

I ufać Jemu, nie sobie.

 


DUCHOWA ADOPCJA – DRUGIE DZIECKO

Panie Jezu, za wstawiennictwem Twojej Matki, Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz za wstawiennictwem św. Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Tobą po narodzeniu, proszę Cię w intencji tego nie narodzonego dziecka, które duchowo adoptowałem, a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady. Proszę, daj rodzicom miłość i odwagę, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

   Duchowa adopcja dziecka poczętego – zapraszam !

MOJE DZIECKO – DAR OD BOGA

26 lipca to dla mnie dzień szczególny. Wyjątkowy. Święto. Dziś urodziło się moje dzieciątko, które duchowo adoptowałam. Dziewięć miesięcy temu. Przez ten czas  zdążyłam się z nim zżyć. Jakby zaprzyjaźnić.A dzisiaj się  narodziło. Przyszło na świat. Żyje. Dzięki wielkiej dobroci i miłości Pana Boga. Dzięki rodzicom, którzy zechcieli je przyjąć. I dzięki mojej adopcji. Jestem bardzo szczęśliwa, że ono żyje. Nie wiem gdzie się urodziło,ani czy to chłopczyk czy  dziewczynka.Nie to jest dla  mnie najważniejsze.

Najważniejsze dla mnie jest to, że ono żyje.

 9 miesięcy się za nie modliłam,  jak matka…. Ofiarowałam  cierpienie. Bóg miłosierny czuwał, czuwa i będzie czuwał nad nim. Jestem o tym przekonana. Pewna.

To wszystko dzięki Niemu.Dzięki Ci Boże !!!     

Za to, że dałeś mu życie. Kochających rodziców. A mnie uczyniłeś  duchową  matką tego dzieciątka. Dzięki Ci.    

Jutro adoptuję drugie.  haha 

Psalm 63,2-6.8-9

Boże mój, Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.

Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.

Będę Cię wielbił przez całe me życie
i wzniosę ręce w imię Twoje,
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.

Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
Do Ciebie lgnie moja dusza,
prawica Twoja mnie wspiera.