PREZENT

Kilka  dni temu podczas modlitwy pomyślałam,  że chciałabym  mieć  krzyż. Nad wejściem  do mojego pokoju wisi już jeden  malutki – pamiątka z bierzmowania.  Pomyślałam, że  chciałabym   mieć drugi, większy. Taki, który można by np. postawić  na komodzie.Żebym  mogła sobie na niego patrzeć,  kiedy maluję.   Kontemplować kiedy się  modlę. Postanowiłam  sobie  taki krzyż kupić. Nikomu jednak jeszcze nie powiedziałam.

Wczoraj  kiedy siedziałam przy  komputerze i czytałam blogi  znajomych, odwiedzili  mnie pewni  państwo. Małżeństwo.Widzę  ich co tydzień w kościele.  Pan niósł dużą  torbę podróżną. Trochę mnie  to zdziwiło.

– Mam  dla ciebie  prezent, Moniko –uśmiechnął  się tajemniczo  i zaczął otwierać torbę – zrobiłem  go specjalnie  dla ciebie.

Otworzył torbę i  wyjął coś zawiniętego  w  materiał. Odwinął  i postawił  przede  mną …        

Oniemiałam  ze zdziwienia.

Był  to KRZYŻ. Piękny, duży krzyż.

Widząc  moją radość,  pan opowiadał :

– Zrobiłem go ze  stali nierdzewnej. Szlifowałem i szlifowałem, wiele razy , żeby uzyskać gładką, błyszczącą  powierzchnię. Zobacz, możesz się  w nim przejrzeć.

 Rzeczywiście, wyglądał jakby był  zrobiony ze szkła. Mogłam zobaczyć  w nim swoje zarysy.

– Jest tylko twój, zobacz.Pan  odwrócił krzyż  i na jego podstawie  zobaczyłam wykute  w  stali swoje inicjały  MK.

Pokazał  mi jaki jest ciężki.  „ Krzyż jaki ty dźwigasz również jest ciężki”- westchnął pan.

Byłam  bardzo uradowana i zadziwiona. Podziękowałam serdecznie  tym  państwu.

Dziś Krzyż  stoi u mnie na  komodzie i w słońcu mieni się wszystkimi  kolorami  tęczy.

A  ja wciąż nie mogę  wyjść ze zdziwienia jak  to Pan Bóg  działa w moim  życiu.

Chciałam kupić  krzyż – mam  krzyż.

Teraz trzeba tylko go  poświęcić.      

OTWÓRZ MNIE….

  Jezu…otwórz mnie na Ciebie.  Jeszcze bardziej. Otwórz mnie na Twoją Miłość, Prawdę. Na Twoją wolę. Obecność.

Ty jesteś mój, a ja Twoja. Chcę trwać przy Tobie. Pozwól mi. Pomóż…   

Otwórz mnie. Pozwól stanąć w Twoim Świetle. Chcę poznawać Ciebie. Bardziej. Lepiej. Głębiej…

Daj mi się poznawać. Zbliż do Siebie.

Jeszcze bardziej.

Otwórz mnie na Siebie,odrzuconego i zbolałego.   Samotnego.Cierpiącego.

Taki jesteś mi najbliższy…Nie wiem dlaczego ale tak jest. Może dlatego, że ja też jestem taka.

A przynajmniej taka się czasem czuję.

Ty mnie rozumiesz. Nikt nie zrozumie mnie bardziej niż Ty.

Dlatego pozwól mi trwać przy Tobie. Towarzyszyć Ci. 

Razem będzie nam raźniej…

Ja przy Tobie a Ty przy mnie.

Razem. Ty i ja.

Otwórz mnie… bardziej.

WJAZD cd.

Długo  tu nic nie napisałam ale dlatego, że ogarnęło mnie błogie lenistwo. Przeciwnie,przez ten czas  działałam bardzo intensywnie.

Pamiętacie notkę  „Wjazd ”, w której  opisałam zajście pod kościołem?  

 Po tej kłótni byłam załamana. Nikt mnie wcześniej nie potraktował w ten sposób. Nie widziałam wyjścia z sytuacji.Postanowiłam opisać całą sytuację na swoim blogu Pisałam to po to, żeby dać upust swojej złości i żalowi. Pomyślałam, że jak to wszystko opisze to mi”przejdzie”. Może to naiwne ale tak pomyślałam. Po publikacji tego postu  kilku księży i radziło, żebym napisała do kurii. Po długim wahaniu napisałam.Tym bardziej, że chodziło nie tylko  o mnie ale także o innych chorych parafian.

Kanclerz kurii zainteresował się całą  sprawą.

Nie będę opisywała szczegółów mojej korespondencji z ks. Kanclerzem, proboszczem i znów kanclerzem bo nie oto chodzi.  Najważniejsze, że problem wjazdu  do kościoła został rozwiązany.Pomyślnie. Ksiądz proboszcz  wczoraj mnie odwiedził, przeprosił  i obiecał już wjazdu nie zastawiać. Powiedział też, że pomyśli o zainstalowaniu windy dla  wózków obok schodów do naszego kościoła.

A teraz podziękowania  Przede wszystkim  Karolino dziękuję Tobie za pomoc  ( wiesz jaką ). I za to, że nie pozwoliłaś mi się poddać, „odpuścić”. Dziękuję Ci.  hihi  hehe 

Dziękuję tez Księżom,  nie będę Was wymieniać  z nazwiska . Wy wiecie, że chodzi właśnie o Was. Dziękuję  za modlitwę,  rozmowy, wsparcie. Dziękuję . haha 

Dzień Świętości Życia

W uroczystość Zwiastowania Pańskiego (25 marca) Kościół w Polsce obchodzi Dzień Świętości Życia. Tego dnia wierni biorą udział w modlitewnych spotkaniach w intencji obrony życia, podczas Mszy św. mogą się podjąć duchowej adopcji nienarodzonego dziecka.

O tym, że istnieje pilna potrzebna wielkiej modlitwy za życie mówił Ojciec Święty Jan Paweł II. W odpowiedzi na jego słowa z encykliki „Evangelium Vitae”, aby corocznie w każdym kraju obchodzono Dzień Życia, Episkopat Polski w 1998 r. ustanowił go w naszym kraju 25 marca. Dzień wcześniej obchodzimy uchwalony w 2004 roku przez Sejm RP Narodowy Dzień Życia. Jest on okazją do „refleksji nad odpowiedzialnością władz państwowych, społeczeństwa i opinii publicznej za ochronę i budowanie szacunku dla życia ludzkiego, szczególnie ludzi najmniejszych, najsłabszych i zdanych na pomoc innych”.Uroczystości i spotkania związane z Dniem Świętości Życia oraz Narodowym Dniem Życia rozpoczynają się w Polsce już przed 25 marca. W minioną sobotę na Jasną Górę pielgrzymowali Obrońcy Życia. W spotkaniu uczestniczyło ok. tysiąca osób z całej Polski. Mszy św. w Kaplicy Matki Bożej przewodniczył abp Stanisław Nowak, metropolita częstochowski. Pielgrzymi w specjalnym przesłaniu przypomnieli m.in. fragment Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego złożonych w sierpniu 1956 roku, w którym była mowa o darze życia jako największej łasce i najcenniejszym skarbie Narodu.Inna inicjatywa to trwająca od 18 do 25 marca nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu pod nazwą Warszawskie Jerycho. Taką modlitwę w intencji poczętego życia ludzkiego w kaplicy Res Sacra Miser przy ul. Krakowskie Przedmieście 62 podjęli przedstawiciele warszawskich ruchów i organizacji katolickich.We wszystkich polskich diecezjach 25 marca, z okazji Dnia Świętości Życia odprawiane są Msze św., organizowane są modlitwy i Marsze Życia. Proponowana jest także Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. Polega ona na podjęciu podczas Mszy św. zobowiązania codziennej modlitwy w intencji dziecka poczętego i jego rodziców przez 9 miesięcy.Główna uroczystość w Warszawie to wieczorna Msza św. w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starym Mieście. Po Eucharystii, o godz. 19.00 spod Archikatedry wyruszy na Płac Piłsudskiego marsz „Światło dla Życia” organizowany wspólnie z diecezją warszawsko-praską. Na miejscu, młodzież z Duszpasterstwa Akademickiego przedstawi widowisko plenerowe.W diecezji łomżyńskiej Marsze dla Życia ulicami zaplanowano aż w czterech miastach. Każdy z nich zakończy się złożeniem deklaracji podjęcia Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. W Legnicy przygotowania do Marszu są połączone z kampanią „40 Days for Life” – „40 dni dla życia”. Chodzi o nabożeństwa eucharystyczne w intencji poczętych dzieci i ich matek, które odbywają się w wyznaczonych parafiach od Środy Popielcowej do Niedzieli Palmowej. Inna inicjatywa to Festiwal Życia w Zielonej Górze, podczas którego można w specjalnym ambulansie oddać krew oraz złożyć oświadczenie woli na pobranie organów do przeszczepów. W Przemyślu zaś Marsz dla Życia (24 marca) połączono z koncertem Tomka Kamińskiego i prelekcją pt. „Życie każdego jest cenne jak Twoje – pomóż je ocalić”.25 marca otwierane są bardzo często „Okna Życia” – miejsca, w którym matka może pozostawić anonimowo swoje nowo narodzone dziecko bez narażania jego życia i zdrowia. Pierwsze powstało 5 lat temu w Krakowie. Dziś w całym kraju jest ich 40.Warto zauważyć, że z okazji Dnia Świętości Życia prowadzone są też akcje internetowe, jak ta na stronie www.uratujswietego.pl. Polega ona na 9-dniowej modlitwie w intencji dziecka nienarodzonego. W uroczystość Zwiastowania Pańskiego odbędzie się też internetowa premiera Jutrzni za Nienarodzonych. Utwór krakowskiego kompozytora Pawła Bębenka odnosi się do powstania ludzkiego istnienia i stanowi modlitwę za życie przed narodzeniem. /opoka.org.pl /

SERCE…

Zaczął  się Wielki Post. Czas pokuty, ciszy. Czas zamyślenia o męce  Jezusa. Jego cierpieniu  i śmierci na  krzyżu. Chciałabym, żeby  dla mnie  był to czas  wyciszenia . Tego  zewnętrznego ale  przede wszystkim  wewnętrznego. Potrzebuję ciszy.Tęsknię za nią. W  ciszy  można bardziej  poznać siebie. Usłyszeć własne myśli . W ciszy można usłyszeć głos  Boga.Postanowiłam  w ten Wielki  Post jeszcze bardziej wsłuchać w Jego  słowo . W codzienną Ewangelię.  Bardzo mi w tym  pomocna okazała się pewna książka .

„Modlitwa Ewangelią na każdy dzień T. 2 Wielki Post i Wielkanoc” ks. Krzysztofa  Wonsa SDS to druga z  czterech książek zawierających wprowadzenia do modlitwy Słowem na wszystkie dni roku liturgicznego.Książka jest praktyczną pomocą dla tych, którzy pragną na co dzień rozeznawać wolę Bożą w Jego Słowie. Proponowane w niej rozważania mają charakter prostych pytań – impulsów, związanych z Ewangelią czytaną przez Kościół w dany dzień.

Bardzo mi pomaga być jeszcze bliżej Boga. W jednym z pierwszych rozważań autor prosi, żeby doświadczyć bliskości i miłości Jezusa. Zaleca aby stanąć przy Nim i przyłożyć ucho  do Jego Serca . Wsłuchać się w  Jego bicie. Przytulić się do Niego.

Niezwykłe doświadczenie. Brak mi słów, żeby je opisać….Można tak  trwać i trwać i trwać. Bez  końca.

Pomyślałam,  że ten Wielki Post chciałabym spędzić właśnie w ten sposób. Przytulona do Serca Jezusa.

Wsłuchana w Jego bicie.

 

Ten nie może być moim uczniem

Zbaw nas panie – Hosanna
Twe zranione cierniami skronie…
Zbaw nas Panie -Hosanna
Twe przybite do belki dłonie…
Zbaw nas Panie – Hosanna
I Twój bok skaleczony włócznią…
Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za mną
Ten nie może być moim uczniem…

Ludek Boży wszak syna Bożego
Tak cierniową koroną poniżył…
Kto nie nosi krzyża swojego
Ten się do mnie nigdy nie zbliży

Wbijał gwóźdź w rękę Boga Żywego
Prawy człek a nie jakiś tam łotrzyk …
Kto nie nosi krzyża swojego
W żadnym świecie do mnie nie dotrze

W człeku tyle dobrego co złego
Dobry człek Boga skaleczył włócznią…
Kto nie nosi krzyża swojego
Ten nie może być moim uczniem

Zbaw nas panie – Hosanna
Twe zranione cierniami skronie…
Zbaw nas Panie – Hosanna
Twe przybite do belki dłonie…
Zbaw nas Panie – Hosanna
I Twój bok skaleczony włócznią…
Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za mną
Ten nie może być moim uczniem…

autor: Zbigniew Książek
kompozytor: Piotr Rubik

PRZYKŁAD

Oto przykład obrazujący, że NIE wszyscy księża są jednakowi. Kilka lat, temu, za „czasów’’ poprzedniego proboszcza ( nie wiem, może sześć… ) pojechałam do kościoła wózkiem elektrycznym. Kiedy chciałam wjechać., kółka mojego wózka zaklinowały się w  drzwiach kościoła. Zablokowały się. Nie mogłam ruszyć z miejsca . Gdy tak walczyłam z kółkami, zadzwoniły  dzwonki i ksiądz proboszcz  wyszedł odprawiać Mszę Świętą. Zauważył  mnie męczącą się, żeby dobrze pokierować jostikiem i nie dającą sobie rady. Wtedy zamiast iść do ołtarza,  przybiegł do mnie i zaczął pomagać.

Pomógł mi. Ja  spokojnie wjechałam do kościoła i ustawiłam się koło ławki. Dopiero wtedy ksiądz proboszcz zaczął  odprawiać Mszę.

To tylko jeden z przykładów. Takich sytuacji było dużo.

Jeszcze wspomnę, że dzięki temu  księdzu  spełniło się moje marzenie. Byłam w Rzymie. Alenie tylko, w Wenecji,  Padwie, Asyżu…Kiedy dowiedział  się,  że ja i moi rodzice chcemy jechać na tą pielgrzymkę, ucieszył  się bardzo.Mógł  powiedzieć, że będzie za ciężko.Nie powiedział . Ucieszył  się . Dla  niego wózek  inwalidzki nie był  przeszkodą. Przeciwnie. W Asyżu pomagał pchać mój wózek, po krętych i  wąskich  uliczkach. W Padwie pokazał mi  szczękę (relikwię) św.  Antoniego. Nie musiał. Chciał.

Był– i jest- po prostu  dobrym  człowiekiem.       

WJAZD

   Nasz kościół  parafialny położony jest na wzgórzu .Prowadza do niego  schody a zaraz obok  jest wjazd. Wjazdem tym można  podjechać pod same tylne drzwi kościoła.Służy on do tego,  żeby móc dowozić  do kościoła różne potrzebne rzeczy ( np. choinki na Święta Bożego Narodzenia). Ale nie tylko. Korzystają  (a właściwie korzystali) z niego ja  i inni  chorzy,  żeby się dostać  na Mszę Świętą.  Poprzedni proboszcz przy remoncie  ogrodzenia, zrobił bramę,wstawił kłódkę  dał nam do niej klucz żebyśmy sobie wjeżdżali. „żeby wam było łatwiej” powiedział.  Cztery lata temu nastał nowy proboszcz i bardzo często nam ( mi i innym chorym) ten wjazd zastawia swoim  autem. Brama owszem, jest  otwarta ale stoi  w  niej samochód księdza proboszcza. Tak, że nie mogę dostać się na niedzielną Eucharystię.Schodami rodzice sami nie dadzą  rady mnie wciągnąć. Wiele razy mu rodzice tłumaczyli, prosili, żeby nie stawał na wjeździe, że to jedyne wejście, którym mogę dostać  się do kościoła,  on mówił, że oczywiście, że rozumie, że nie ma sprawy. A jednak ciągle zastawia wjazd.

Kiedy rodzice chodzą prosić,żeby odjechał , zachowuje się tak, jakby  nie wiedział o co chodzi, odjeżdża ale robi to z przymusu.

 W niedzielę też zajechał wjazd. Rodzice musieli mnie wciągać po stromych i śliskich  schodach(brat pomógł to jakoś dali radę).

Po Mszy ks. proboszcz akurat szedł i mama mu mówi „Proszę księdza, tyle razy prosimy, żeby ksiądz nie zastawiał a ksiądz i tak zastawia”. On coś zaczął mówić, że tam nie ma wjazdu, że jeśli  nie zastawi to możemy wjeżdżać. „A jeśli ksiądz  zastawia to  co?” Nie odpowiedział.     

W końcu  ja spytałam  czy chce mnie widzieć na Mszy? Odpowiedział, że chce. „Skoro ksiądz  chce, to dlaczego mi to ksiądz uniemożliwia?- spytałam. Nie odpowiedział. Tato, człowiek impulsywny powiedział co o tym wszystkim myśli. Jakby ksiądz spróbował wciągnąć wózek po schodach to by ksiądz wiedział jak to jest ciężko”. Wtedy  proboszcz powiedział, że nie po to 6 lat uczył się na księdza , żeby ktoś go pouczać. Że nie mamy prawa go pouczać. Tam nie ma wjazdu.
Mama powiedziała, że nie pouczamy tylko prosimy. Tego już chyba  nie słyszał ,wsiadł do auta i pojechał. Zły.Pojechał odprawiać następną  Mszę Świętą. Mówić innym o Jezusie…
Jest u nas w parafii taki  starszy pan, bez nogi. Wiele  razy widziałam, ze skakał po schodach. Cały skoncentrowany, żeby z nich nie spaść. Jego syn był bezradny. Chciał ojca podwieźć  pod drzwi kościoła. Nie mógł. Na przeszkodzie stał  samochód księdza….
A wystarczyłyby tylko dobre chęci.

PAPKA

Jak już  kiedyś  wspominałam, im dłużej  żyję tym  częściej dochodzę  do wniosku, że się do niego nie nadaję . Raczej nie do świata ale do żyjących na nim ludzi. Drażnią, zawodzą , denerwują mnie ich postawy, zachowania,reakcje.

Tym razem chodzi o dziennikarzy i przekazywane przez nich fakty.  Sposób  ich przedstawiania. Dobór.  Z reguły telewizji nie oglądam. Jeśli już to rzadko. Staram  się jednak być  na bieżąco z tym co dzieje się w  Polsce i na świecie. Oglądając kilka dni temu wiadomości pomyślałam, że raczej przypominają   one  brukowiec plotkarski  a nie rzetelny serwis informacyjny. No bo jak inaczej  nazwać informację  o aferze bunga- bunga, ślubie księcia  Wiliama  z  Kate Middleton  i rozebraniu się do naga ( na takim  mrozie) kilku dziewczyn ( czytaj:„Morsów”). Czy to są wiadomości, o których potrzeba mówić w dzienniku?? I to w porze największej oglądalności? Kontrowersje też budzą  zapraszani do studia goście. Wypowiadający się jako  autorytety w  sprawach na których całkowicie  się  nie znają. Np. taki  Kazimierz Marcinkiewicz  wypowiadający się w  sprawie katastrofy smoleńskiej. Przepraszam  ale po tym jak otwarcie przedstawił swą postawę moralną ( a raczej jej brak)  K.Marcinkiewicz  nie jest autorytetem w jakiejkolwiek sprawie.

Przytoczone fakty to  tylko  przykłady. Takich  „ważnych ‘’ wiadomości i  „autorytetów’’ jest dużo  więcej.

Ja też  kiedyś  miałam kontakt  z dziennikarzami.                   

Kiedyś dziennikarze byli u mnie bardzo często. Robili o mnie  reportaże, pisali w gazetach. Na początku wydawało się to bardzo miłe,  potem jednak coraz mniej aż zaczęło mi przeszkadzać.  Dziennikarze byli coraz bardziej nachalni,natarczywi.  Stałam się  „lokalną sensacją”. W końcu się zdenerwowałam i powiedziałam  „dosyć!”. Od tego czasu zaczęłam im odmawiać. Nie chciałam być  sensacją  a tak się czułam. Na przykład  co w tym ciekawego, interesującego,  że mama myje  mi zęby? Według  mnie  nic (sama nie mogę to myje mi mama albo tato ). Dla nich było.

Tak samo  było z  malowaniem. Często sobie myślę, że wolałabym,żeby ludzie   nie wiedzieli w jaki sposób maluję. Albo gdybym malowała  normalnie, ręką. Ciekawe czy wtedy ludzie (np. dziennikarze) zainteresowali by się tym co robię? Raczej nie. Teraz takie malowanie  kwiatków czy pejzażyków czy nawet portretów przebija tzw sztuka   nowoczesna,”sztuka” performance.Wszyscy chyba  pamiętają  w „Zachęcie” postać papieża przygniecionego głazem? To jest właśnie sztuka.  Kiedyś u nas w galerii taka jedna”artystka” usiadła na środku  sali i zaczęła obierać ziemniaki.Ludzie którzy to oglądali,  pytali czy jej nie pomóc :).

  Dzisiejsi „artyści’’robią różnego rodzaju  happeningi.  performance, szokują a nie umieją   poprawnie namalować dłoni, twarzy czy oczu. 

A dziennikarze to pokazują . Są  zawsze pierwsi gdzie  dzieję się coś bulwersującego,zaskakującego,  gorszącego.

Dzisiejsi dziennikarze fałszują rzeczywistość,  wypaczają ją. Trzeba jednak pamiętać, że to media mają dziś rolę opiniotwórczą. Popularne stacje radiowe czy telewizyjne zdają się porzucać tematy ambitne i trudne, a nawet jeśli już je podejmują, to sposób w jaki się o nich mówi, czyje analizuje pozostawia wiele do życzenia.

Dzisiaj włączyłam internet i na  Onecie przeczytałam:

# UE podjęła decyzję ws. Libii

# Załoga Jaka-40 popełniła przestępstwo w Smoleńsku?

# Gen. Błasik zrugał pilota Tu-154? Tusk: odmawiam komentarza

# Zmiany w szkolnictwie wyższym. „Unikalny zapis w skali całej Unii Europejskiej”

# Niemcy ostrzegają: „haniebny proceder” w UE

# Syn libijskiego dyktatora zdradza plan A, B i C

# Ważne informacje dla wszystkich rowerzystów

# Odnaleziono szkielet dziecka sprzed 11,5 tys. lat

# Praca za seks w pogotowiu? Reakcja śledczych

# SMS-owa znajomość zakończona zabójstwem

 

    * Doda tylko z jedną nagrodą. Ewa Farna aż z czterema! (zdjęcia)

    * 25. urodziny Kai Paschalskiej: jak z kaczątka wyrósł łabędź

    * Rutowicz z bogiem lansu. Zobacz!

    * Legenda muzyki lat 90. na Open’erze

    * Najczęściej zatrzymywana pikantna scena

    * Polka będzie reprezentować Litwę na Eurowizji

    * Zamiast wyuzdanego symbolu seksu spotyka 50-letnią samotną matkę [zdjęcia]

    * Zawały serca zmorą nominowanych do Oscara

    * Łatwy sposób na erotyczne przygody

 

Zastanawiam się  czy i  kiedy  dziennikarze będą przekazywać informacje zgodnie z zasadami rzetelności i etyki dziennikarskiej ?

Jak długo jeszcze będą nas  karmić  papką medialną….?

Z Jezusem do chorych

Myśl: To nie ja zabieram Jezusa do chorych. To On mnie do nich prowadzi


Na początku lutego, jak co miesiąc, byłem u chorych. Zwyczajna wizyta z Komunią świętą. W dwóch turach – bo w tej mojej niewielkiej parafii (niespełna 1300 dusz) mam chorych bez mała 40. Tak naprawdę to nie mogących przyjść do kościoła jest więcej, ale nie wszyscy o te comiesięczne odwiedziny proszą – tak jest wszędzie i tak było zawsze. Dokładnie tak samo, jak nie wszyscy uczestniczący (czy to dobre słowo?) we Mszy przystępują do Komunii. To jednak zgoła inny temat.


Zaskoczyła mnie szybko rosnąca liczba chorych. Przed laty wzrastała powoli, później była bardzo stabilna, utrzymując się na poziomie do 24 osób. Już wtedy potrzebowałem dwóch dni, by wszystkich odwiedzić – nie znoszę przy tej okazji pośpiechu. Tymczasem choć parafia maleje, liczba unieruchomionych w domu wzrosła skokowo! Trzeba by trzeci dzień dla nich znaleźć. Mimo narzekania na opiekę medyczną żyjemy dłużej. No i dobrze – bo to „dłużej” może być także moim udziałem i nie miałbym nic przeciwko temu.

Jacy są ci moi chorzy? Można by zrobić bardzo ciekawy album – każda twarz, każda postać inna, charakterystyczna. Temperamenty, usposobienia – jakże różne! Nie ma dwóch jednakowych, nie ma nawet dwóch podobnych. A gdyby nakręcić ileś tam filmowych migawek, powstałby zajmujący obraz. I nie byłby ani smutny, ani przygnębiający – raczej pogodny i nawet uśmiechnięty. Tak, tak – nawet uśmiechnięty. Mimo wieku, choroby, cierpienia, osamotnienia. A kontrasty! Na przykład pani Stefania licząca 97 lat i malutka Łucja licząca lat niespełna 6. Jednej i drugiej w życiu nie jest łatwo. Ale obie te panie zawsze są uśmiechnięte, ufne, pogodne. Obie mają podobny skarb – serce i opiekę bliskich.

Odwiedzając chorych, zaprzyjaźniłem się też z niektórymi zwierzakami w ich domach. Lalunia (papuga) wita mnie śpiewem melodyjki, której ją nauczyłem – chyba że jest w złym humorze. Wtedy milczy albo krzyczy. W innym domu Kicia (jasne, kot) miaucząc prowadzi mnie do drzwi i nastawia grzbiet, żeby pogłaskać. Jeszcze gdzie indziej czarny sympatyczny kundelek wiernie pilnuje mojego samochodu. I nie mówcie, że to nie na temat. Te zwierzaki to cząstka domu i świata ludzi chorych, unieruchomionych, samotnych.

Dlatego nie tylko staram się ten świat zauważać, ale bez dwóch zdań go polubiłem. Z pełną wzajemnością.
Przypuszczam, że Pan Jezus, z którym przychodzę, cieszy się i papugą, i kotem, i kundelkiem. Ale wiem, na pewno wiem, że przede wszystkim cieszy się z ludzi. Zwykle pogodnych, choć czasem zgorzkniałych, na ogół uśmiechniętych, bywa jednak, że i gderliwych. I cieszy się z tego, że może mnie do nich zabrać. Bo to nie ja zabieram Jezusa do chorych. To On mnie do nich prowadzi.

          / ks. Tomasz Horak, proboszcz parafii Nowy Świętów/

DO PRACY :)

Mój post dobiegł końca i dziś wzięłam się „ostro ” do pracy. Jak widać zaszalałam sobie  haha  . Zmieniłam całkowicie wystrój, wygląd bloga.
Zlikwidowałam wózek na pierwszym planie.
Zastąpiłam go moim ukochanym słonecznikiem :). Zmieniłam także nick.

Lubię zmiany. Nowości.
Może zmienił mi się gust? Może tęsknię za wiosną, słońcem?
Sama nie wiem  hehe.
Najważniejsze, że mi podoba. Myślę, że Wam także?  

BŁOGOSŁAWIENI

BŁOGOSŁAWIENI, którzy umieją

śmiać się z samych siebie:

nie przestaną nigdy się bawić.

 

BŁOGOSŁAWIENI, którzy umieją odróżniać

 mały kamień od wysokiej góry:

unikną wielu przykrości.

 

BŁOGOSŁAWIENI, którzy umieją słuchać i milczeć:

nauczą się wielu rzeczy nowych.

 

BŁOGOSŁAWIENI, którzy są wrażliwi

na prośby innych:

będą krzewicielami radości.

 

BŁOGOSŁAWIENI będziecie wy, którzy umiecie

strzec z wielką uwagą rzeczy błahych

i ze spokojem rzeczy bardzo ważnych:

zajdziecie daleko w życiu.

 

BŁOGOSŁAWIENI wy, którzy umiecie doceniać

uśmiech i zapominać o doznanej nieuprzejmości:

wasza droga będzie zawsze pełna słońca.

 

BŁOGOSŁAWIENI wy, którzy umiecie tłumaczyć

z wyrozumiałością, nawet wbrew pozorom,

postawy innych:

będziecie u znani za naiwnych,

ale jest to cena miłości.

 

BŁOGOSŁAWIENI, którzy wpierw pomyślą,

zanim coś zrobią i wpierw się modlą,

zanim coś pomyślą:

unikną wielu niedorzeczności.

 

BŁOGOSŁAWIENI jesteście zwłaszcza wy,

którzy umiecie rozpoznawać Pana

we wszystkich spotykanych ludziach:

znaleźliście prawdziwe światło i prawdziwy pokój.

 

 

Sens w pieluchach

     Prawda Bożego Narodzenia rozbłyskuje pełnym blaskiem, kiedy czytamy ciepłą opowieść Łukasza o narodzinach Dziecka razem ze wzniosłym tekstem Jana o Słowie. SENS objawił się w prozie życia, dzięki temu proza życia ma sens.Sens jest jedną z najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb. Wiktor Frankl (1905–1997), słynny austriacki psycholog żydowskiego pochodzenia, uważał, że człowiek przetrwa wszystko, jeżeli wie po co lub dla kogo warto walczyć. Frankl wiedział o tym z własnego doświadczenia, bo przeżył trzy lata w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Był twórcą metody terapii zwanej logoterapią, której głównym założeniem było właśnie to, że człowiek musi odnaleźć w życiu sens. Kiedy go zna, nie złamią go nawet najcięższe cierpienia. Nazwa tej metody pochodzi od greckiego „logos”, które oznacza „sens”, ale także „słowo”. Św. Jan rozpoczyna swoją Ewangelię hymnem o Logosie – Słowie Boga, które zamieszkało wśród nas.

Boża logoterapia
Na Boże Narodzenie można popatrzeć jak na wielką logoterapię, którą Najlepszy Lekarz proponuje schorowanemu człowiekowi. Św. Jan pisze, że „Słowo stało się ciałem”. To zdanie można równie dobrze przetłumaczyć: „Sens stał się ciałem”. Spróbujmy odczytać najważniejsze fragmenty Janowego Prologu w ten sposób. „Na początku był Sens i Sens był u Boga, i Bogiem był Sens. On był na początku u Boga. Wszystko zaistniało dzięki Niemu. Bez Niego zaś nic nie zaistniało. To, co zaistniało, w Nim było życiem” (1-4). „Na świecie był Sens, świat dzięki Niemu zaistniał, lecz świat Go nie rozpoznał. Przyszedł do swojej własności, lecz swoi Go nie przyjęli” (10-11). „Sens stał się ciałem i zamieszkał wśród nas. Oglądaliśmy Jego chwałę”(14). Brzmi zaskakująco, świeżo. I nie jest to bynajmniej jakaś nieuprawniona zabawa słowami. Po prostu nie mamy jednego polskiego odpowiednika słowa „logos”, który oddałby adekwatnie całą głębię Janowego tekstu.

Przenieśmy teraz nasz wzrok na tekst św. Łukasza, opisujący Boże Narodzenie. Kluczowy fragment brzmi: „Kiedy tam [w Betlejem] przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (2,6). Mamy tutaj zwykłą ludzką historię: biedna matka rodzi syna w wyjątkowo trudnych okolicznościach – będąc w podróży, z dala od domu, bez ludzkiej życzliwości i pomocy. Jan i Łukasz piszą o tym samym wydarzeniu, ale widzą je z dwóch różnych perspektyw. Jan patrzy „z wysoka”, z punktu widzenia Boga, który „schodzi” na ziemię, idzie do swoich, aby ich zbawić. Tajemnica Boga sięga ciała i krwi człowieka. Łukasz patrzy na tę samą tajemnicę „od dołu”, od ludzkiej strony. Dostrzega w prostej ludzkiej historii ukryte działanie Boga. Uwierzyć w Boże Narodzenie oznacza połączyć te dwie perspektywy. W tym połączeniu ukrywa się prawda płynąca z Betlejem. Jej piękno, blask, ciepło, które promieniują na nasze życie.
Od pampersa do pampersa
Łukasz pisze, że Maryja „porodziła swego pierworodnego”. O Elżbiecie w analogicznej sytuacji napisał tylko „porodziła syna” (1,57), w przypadku Maryi pojawia się słowo „pierworodny” (gr. prototokos). To słowo ma swój religijny sens. Zgodnie z Prawem Starego Testamentu, pierworodny syn należał do Boga i winien być Mu złożony w ofierze. Dlatego Maryja udała się wkrótce do Jerozolimy, aby Jezusa „przedstawić Panu” w świątyni. Jest to zapowiedź ostatniej podróży Jezusa do Jerozolimy, Jego ofiary na krzyżu. W pismach św. Pawła słowo „pierworodny” staje się tytułem Jezusa określającym Jego misję. W Liście do Kolosan (1,15) Apostoł pisze, że Jezus jest „pierworodnym wobec każdego stworzenia”. Jest więc nie tylko pierwszym synem swej Matki, ale jest On i pierwszym umiłowanym Boga, umiłowanym najwcześniej, zanim powstał świat. Słowo „pierworodny” jest echem Janowego zdania o „Słowie, które było na początku”.

Macierzyńskim gestem Maryi jest owinięcie Jezusa w pieluszki. Co ciekawe, o pieluszkach mowa jest u Łukasza aż dwukrotnie (2,7 i 14). To symbol troski o życie bezbronnego dziecka. Przewijanie dziecka jest czynnością do bólu prozaiczną. Ale opieka nad niemowlakiem wymaga takich właśnie banalnych, powtarzanych setki razy czynności. Ewangelia niczego sztucznie nie koloryzuje. Bez świętej cierpliwości ani rusz. Bibliści zwracają uwagę, że ta dwukrotna wzmianka o pieluszkach może mieć jeszcze jedno głębsze znaczenie. Jest mianowicie aluzją do owinięcia w płótno martwego ciała Jezusa. Mamy więc płótna, w których człowiek zaczyna życie i płótno, w którym je kończy. Proszę wybaczyć współczesne skojarzenie, całkiem ŕ propos – pampersy. Są takie dla niemowlaków, są i takie dla ludzi chorych, starych, u kresu swoich dni. Bóg = Słowo = Sens wszedł w ludzki los, podzielił z nami naszą drogę od jednych do drugich pampersów.

Żłóbek jak grób
Jest jeszcze jeden gest Maryi. „Położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie”. Biblista ks. Józef Kudasiewiecz wyjaśnia: „Maryja nie zatrzymuje Syna dla siebie, lecz składa Go w darze światu, który nie ma dla Niego odpowiedniego miejsca. Przez ten gest Matki Jezus rozpoczyna w ukryty sposób swoją misję, która pozbawi Go nawet miejsca, gdzie mógłby złożyć głowę. Przychodząc na świat, nie miał nawet kołyski. Po śmierci nie ma własnego grobu. Między tymi dwoma wydarzeniami zawarte jest życie pełne ofiary, aż do śmierci włącznie. Uniżenie żłóbka zapowiada mękę krzyża”. Prawosławne ikony przedstawiają związek między żłóbkiem a śmiercią z całą ostrością. Na ikonach narodzenia Dzieciątko jest owinięte w pieluszki, które przypominają opaski grzebalne, a żłóbek ma kształt trumny. Tłem dla Jezusa są ciemności. Czerń groty jest symbolem ciemności świata skażonego grzechem, poddanego śmierci. Evdokimov tłumaczy: „Trójkąt groty, ten ciemny otwór do jej wnętrza, to piekło. Chrystus narodził się w cieniu śmierci, Boże Narodzenie pochyla niebiosa aż po piekło, a my wpatrujemy się w leżącego w żłobie Baranka z Betlejem, który zwyciężył węża i dał pokój światu”.
Ta wizja burzy idylliczny obraz stajenki. A przecież i Jan, i Łukasz podkreślają, że nie było miejsca dla Jezusa. Od początku był odrzucany, od początku był Izajaszowym Mężem boleści, Jego droga krzyżowa zaczęła się w chwili narodzin. Ciemności groty Narodzenia można odczytać bardzo osobiście jako mroki ludzkiego serca. W każdym z nas mieszkają bezsens, samotność, niekochanie. Świąteczna atmosfera powoduje, że u wielu ludzi te ciemności stają się jeszcze bardziej widoczne i trudniejsze do wytrzymania. Nie przypadkiem przy wigilii najbardziej brakuje nam ludzi, których kochamy, a którzy są poza domem albo już po drugiej stronie. Boże Narodzenie przynosi jednak lekarstwo. Jest nim Bóg, Światłość ze Światłości, który wchodzi w nasze ciemności. Jedna ze wschodnich modlitw głosi: „Owinięty pieluszkami rozrywa silne więzy naszych grzechów”. Rozerwie także całun śmierci, który kiedyś pokryje nasze ciała.

Trzeba przewinąć Boga
Jeśli Bóg-Sens leżał w pieluchach, czyli przyjął na siebie całą prozę życia, to znaczy, że proza życia ma sens. Boga można odnaleźć, zmieniając pampersy dzieciom lub staruszkom, w wierności monotonnym, banalnym czynnościom, które składają się na nasze powołanie rodzinne, zawodowe. Bóg-Sens jest blisko nas, jest także w tych miejscach, które wydają się najbardziej pozbawione sensu. Bóg ukrywa się w każdym człowieku bezradnym jak dziecko czekające na zmianę pieluchy lub odrobinę czułości. To, co duchowe, jest blisko tego, co cielesne, zwykłe, konkretne. Sacrum wkroczyło w profanum nie po to jednak, aby się w nim zatracić. Wielu z tych, którzy mówią, że chrześcijaństwo trzeba bardziej wcielić, w rzeczywistości chce je pogrążyć. Niektórzy chcieliby uczynić z niego religię tak plastyczną, że można z nią zrobić, co się chce. To groźna pokusa. Bóg wchodzi w ludzkie realia jak zaczyn, który ma przemienić całe ciasto. Niebo zstąpiło na ziemię po to, by ziemię przemienić w niebo. Bóg-Sens schodzi w nasze doły, by nas z tych dołów podnosić ku sobie. Jeśli chrześcijaństwo jest Bożą terapią, to lekarz nie powinien kierować się zachciankami pacjentów, ale podawać takie leki, które leczą. Chory musi zaufać bardziej lekarzowi niż sobie, inaczej umrze.

Jan: „swoi Go nie przyjęli”, Łukasz: „nie było miejsca”. Te zdania mówią o tym samym. Pozostają ciągle gorzko aktualne. Człowiek umiera z braku poczucia sensu, a jednocześnie nie chce przyjąć Sensu, który do niego przychodzi. Ludzie wykańczają się celami, które sami sobie wymyślają (mierząc za wysoko lub za nisko). Tymczasem nie musimy sami tworzyć sensu, on przychodzi do nas. Bóg pokazuje nam jasno cel życia. Jest nim miłość: bycie z innymi i dla innych. Nasza pycha zamyka jednak często drzwi przed Bogiem. Nie chcemy zgodzić się z tym, że dla Boga jesteśmy „swoi” (wręcz „sami swoi”), czyli należymy do Niego. Chcemy należeć tylko do samych siebie (to jest właśnie piekło, dokładnie to!).

Bóg nie chce przekonać nas do siebie mocą, siłą argumentów. On chce zdobyć nasze serca swoją bezbronnością, nawet swoimi pieluchami. Bóg-Sens czeka, aż Go przewinę, odłożywszy na bok swoją pychę, tytuły, wydumaną wielkość. Boże Narodzenie przynosi wielką pochwałę prozy życia, zwyczajności, która staje się nadzwyczajna dzięki miłości. Powiadamy czasem: to zbyt piękne, aby było prawdziwe. Czy nie jest jednak dokładnie odwrotnie? To znaczy, że właśnie dlatego, że piękne jest prawdziwe. Już Platon powiadał, że piękno jest blaskiem prawdy. Piękno świąt Bożego Narodzenia jest argumentem za tym, że są one prawdziwe. Nie dajmy się zwieść tym, którzy w święta będą tradycyjnie tłumaczyć, że to mit, bajka, psychologia, socjologia, a może nawet będą drwić z naszej radości. Bądźmy i dla nich zwiastunami Sensu, który zamieszkał w ludzkiej historii Jezusa po to, by każdą ludzką historię uczynić sensowną. read more

BOŻE NARODZENIE

Wczoraj Wigilia. Modlitwa, opłatek, życzenia od serca. Wieczerza, prezenty i wspólne śpiewanie kolęd. Świętowanie urodzin Pana. Radość z Jego Narodzin. Trwanie przy Nim.
Dziś pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, jutro drugi.
Jak przeżyć te dni? Przeżyć przez duże „P”.
Nie popaść w marazm, odrętwienie? W telewizji te same filmy co w ubiegłe Święta. Któryś rok to samo.
Człowiek objedzony i opity. Ospały.

A On czeka. Czeka na mnie. Chce żebym do Niego przyszła.Oddała Mu pokłon. Jak pasterze. Abym trwała w zadziwieniu nad cudem Jego Narodzin. Jak Maryja i Józef. W dziękczynieniu i uwielbieniu.
On chce przyjść do mnie. Narodzić się we mnie. Chce stać się dla mnie Ciałem.
Przychodzi jako bezbronne niemowlę. Dzieciątko.
Wielki i wszechmocny Bóg, Stwórca. Przychodzi w postaci Dziecka.
 
Czy chcę Go przyjąć? Czy chcę być dla Niego mieszkaniem?
Jego Świątynią?

Tak. Chcę. Przyjdź Panie Jezu! Przyjdź i czuj się jak u Siebie.
Jestem Twoja. Chcę być Twoja.
Nie tylko w Święta Twojego Narodzenia.
Zawsze.

WIGILIA

  

Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać.

ks. Jan Twardowski

Miłości do Nowonarodzonego, uśmiechu do bliźniego, podania ręki i przebaczenia sobie nawzajem.

Tego życzę Wam wszystkim.

SMS

Wysłałam dzisiaj smsy mające pomóc ludziom potrzebującym godnie przeżyć Święta Bożego Narodzenia.
Sms o treści : POMAGAM na numer 72052 .
Nie piszę o tym, żeby się chwalić. Chciałam poruszyć inny temat związany z tym faktem. Temat wysyłania podziękowań za każdy wysłany sms.
Nie po to wysyłam takie smsy, żeby mi za nie dziękowano. Wysyłam bo chcę. Jakbym nie chciała to bym nie wysyłała. Nie potrzebuję za to podziękowań.
Chcę pomóc – wysyłam. Często wysyłam, jeśli mogę komuś w ten sposób pomóc to dlaczego nie.
Wysyłam z potrzeby serca. Po kilka smsów. Za każdy sms dostaję : „dziękujemy za wsparcie”. Jakie to wsparcie? Według mnie prawie żadne. 2 zł + vat… Z jednej strony to mało a z drugiej dużo bo jeśli chociaż co drugi Polak wyśle taki sms to uzbiera się trochę pieniędzy. A przecież o to chodzi.  
Dużo ludzi potrzebuje pomocy. Biedni, chorzy, powodzianie… można by wymieniać i wymieniać. Bez końca.
Z drugiej strony jeśli za każdy taki sms zostaje wysłane podziękowanie to czy bilans nie wychodzi to wszystko na „zero”? Nie wiem. Nie znam się na tym. Tylko dywaguję.
Będę nadal wysyłać takie smsy.
Bez względu na to czy dostanę podziękowanie czy nie.

ROZMYŚLANIA ADWENTOWE (osobiste)

 Który to mój Adwent w życiu…? Które święta Bożego Narodzenia? Czym są dla mnie? Jak je przeżywam?
Czy jeszcze przeżywam?
Czy dałam/łem  się omamić wszechogarniającemu kiczowi, reklamom, blichtrowi związanymi z okresem Adwentu i Świętami. Czy nie stały się one dla mnie czymś normalnym? Swego rodzaju tradycją? Czy może czekam na promocje przedświąteczne, obniżki, upusty proponowane a raczej natrętnie narzucane przez sprzedawców bardziej niż na same Święta? Czy dałam się otumanić natarczywymi reklamami telewizyjnymi? ” Urządź swoim bliskim magiczne Święta, weź kredyt…” i tu pojawia się nazwa (najczęściej obco brzmiąca) banku, który tylko czeka, żeby złapać jeszcze jednego naiwniaka. ” Dopraw Święta niepowtarzalnym smakiem” i reklama pieprzu znanego producenta przypraw.
Święta.
Właśnie… Czy jeszcze pamiętam na jakie Święta czekam?   
Na ” Gwiazdkę”? ” Choinkę”?
Różne media celowo omijają pełną nazwę tych Świąt. Laicyzują je. ” Rodzinne Święta, pełne miłości, bliskości, czułości, prezentów”.   
To prawda, jednak aby takie były musimy uświadomić, przypomnieć sobie co świętujemy. Jakie Święta obchodzimy.
Obchodzimy Święta Narodzin Boga. Tego Boga, który narodził się ponad 2 tysiące lat temu, żeby nas zbawić .
A także tego, który chce się narodzić w te Święta.
Chce się narodzić w nas. W naszych sercach.
W moim sercu.
Czy znajdzie tam miejsce dla siebie? Czy w moim sercu jest miejsce chociaż na ubogi żłóbek?
Czy pośród zgiełku zakupów, prezentów, magii, kredytów jest jeszcze miejsce dla mojego Boga?
Boga, który rodzi się jako bezbronne Dzieciątko.
Czy chcę, żeby się we mnie narodził? Napełnił ciepłem moje biedne, puste serce?
Czy chcę aby to były rzeczywiście Święta BOŻEGO NARODZENIA?  

INSTRUKCJA

Dzisiaj naprawiłam zmywarkę :). Może „naprawiłam” to za duże słowo ale sprawiłam, że zmywarka na nowo zaczęła działać. Ale po kolei.
Mama chciała włączyć zmywarkę. Poukładała w niej naczynia i wcisnęła przycisk „start”. Maszyna powinna zacząć burczeć i pobierać wodę. Niestety nic takiego się nie działo. Zmywarka milczała.
Mama zaczęła od nowa ustawiać naczynia. Była trochę poddenerwowana. Zamknęła i znowu włączyła. Nic. Zmywarka uporczywie milczała.
Wtedy do pomocy włączyła się bratowa.Obie z mamą zaczęły znowu układać i przekładać naczynia.Sprawdziły czy prąd dochodzi. Dochodził. Poprzyciskały wszystkie guziki jakie były na zmywarce. Znowu włączyły. Znowu nic. Jak na złość zmywarka milczała.
Mama już wyobrażała siebie stojącą przy zlewie i myjącą stos brudnych naczyń. Bratowa też nie miała pomysłu co zrobić, żeby zmywarka zaczęła prać…
Wtedy mnie  „oświeciło”.
– Włącz zmywarkę – mówię do mamy – przytrzymaj przycisk „start” przez 10 sekund, potem wyłącz i znowu włącz. Powinno się zresetować i zacząć działać.
Mama była trochę zdziwiona ale zrobiła po kolei tak jak mówiłam. Czyli włączyła zmywarkę, przytrzymała „start” przez 10 sekund, wyłączyła, włączyła….. I ku zdziwieniu i wielkiej radości mamy i bratowej zmywarka zaczęła pobierać wodę.
– Moniko ! Jesteś wielka! –  zawołała uradowana mama.
– I niby nic nie może zrobić a wie jak naprawić zmywarkę! – wtórowała jej bratowa.
– Jak na to wpadłaś? Skąd wiedziałaś? – dopytywała się mama.
– Kiedyś przeczytałam instrukcję obsługi i teraz mi się przypomniało…

Czasem warto czytać instrukcję obsługi.  haha 
     

BYCIE MATKĄ

   Z powołania do macierzyństwa wyrasta szczególna więź między kobietą a ludzkim życiem. Otwierając się na macierzyństwo, kobieta czuje, jak w jej łonie rodzi się i wyrasta życie. To niepojęte doświadczenie jest przywilejem matek, ale wszystkie kobiety w pewien sposób je wyczuwają, są bowiem przez naturę przygotowane do przyjęcia tego przedziwnego daru.

   Misja macierzyńska jest także źródłem szczególnej odpowiedzialności. Matka zostaje ustanowiona strażniczką życia. To ona musi je otoczyć opieka, umożliwiając ludzkiej istocie nawiązanie owego pierwszego dialogu ze światem, który urzeczywistnia się właśnie w symbiozie z ciałem matki. To tutaj rozpoczyna się historia każdego człowieka. Każdy z nas, wracając do początku tej historii, musi dotrzeć do owej chwili, w której zaczął istnieć w ciele swojej matki, a wraz z nim – plan jego życia, jedyny i niepowtarzalny. Byliśmy „we wnętrzu” matki, ale jako istoty odrębne od niej: potrzebowaliśmy jej ciała i miłości, ale nasza osobowa tożsamość była w pełni autonomiczna.

 Kobieta jest powołana, aby ofiarować rosnącemu w jej łonie dziecku to, co ma najlepszego. Właśnie przez to stawanie się „darem” kobieta lepiej poznaje sama siebie i urzeczywistnia swą kobiecość. Można powiedzieć, że kruchość i bezbronność jej dziecka wyzwala w niej najlepsze energie uczuciowe i duchowe. Jest to prawdziwa wymiana darów! Owocność tej wymiany ma ogromne znaczenie dla harmonijnego rozwoju dziecka.

                                                                        / Jan Paweł II /

Mądrość stół zastawiła……..

Ref. Mądrość stół zastawiła obficie
I na święto zaprasza swój
Przychodźcie na ucztę Syna Bożego,
Przyjmijcie ten chleb, co Pan daje nam.

1. Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach,
Dusza moja chlubi się Panem,
Niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

2. Wysławiajcie razem ze mną Pana,
Wspólnie wywyższajmy Jego Imię,
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał,
I wyzwolił od wszelkiej trwogi.

3. Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem,
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
I uwolnił od wszelkiego ucisku.

4. Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
Aby ocalić tych którzy w Niego wierzą,
Skosztujcie i zobaczcie jak Pan jest dobry,
Szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

5. Bójcie się Pana wszyscy jego święci,
Gdyż bogobojni nie zaznają biedy,
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
Szukającym Pana niczego nie zabraknie.

6. Pan słyszy wołających o pomoc,
I ratuje ich od wszelkiej udręki,
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
I ocala upadłych na duchu.

7. Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
Ale Pan go ze wszystkich wybawia,
On czuwa nad każdą jego kością,
I żadna z nich nie zostanie złamana.

PRZYJŚCIE

Adwent (z łac. adventus – przyjście, przybycie) to okres w roku liturgicznym, który rozpoczyna się od I Nieszporów niedzieli po sobocie XXXIV tygodnia Okresu Zwykłego, a kończy przed I Nieszporami uroczystości Narodzenia Pańskiego w wieczór 24 grudnia. Trwa od 23 do 28 dni i obejmuje cztery kolejne niedziele przed 25 grudnia. Stanowi pierwszy okres w każdym nowym roku liturgicznym.

Adwent składa się z dwóch odrębnych okresów:
1. czasu, w którym kierujemy nasze serca ku oczekiwaniu powtórnego przyjścia Jezusa w chwale na końcu czasów (okres od początku Adwentu do 16 grudnia włącznie);
2. czasu bezpośredniego przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, w której wspominamy pierwsze przyjście Chrystusa na ziemię.
Zwornikiem wszystkich tekstów liturgii adwentowej obydwu części jest czytanie ciągłe księgi proroka Izajasza. Czytanie to obrazuje tęsknotę za wyczekiwanym Mesjaszem.

Pierwsze ślady obchodzenia Adwentu spotykamy w IV w. między innymi w liturgii galijskiej i hiszpańskiej. Z pewnością Adwent nie istniał zanim zaistniała stała data świąt Narodzenia Pańskiego. Została ona wyznaczona dopiero w II połowie IV wieku. W Hiszpanii pierwsze wzmianki o przygotowaniu do obchodu Narodzenia Pańskiego (choć nie jest ono określane mianem Adwentu) pochodzą z roku 380. Kanon 4 synodu w Saragossie, który odbył się w tym roku, poleca wiernym, aby od dnia 17 grudnia do Epifanii (6 stycznia) gorliwie gromadzili się w kościele, nie opuszczając ani jednego dnia. Adwent miał tam charakter pokutny i ascetyczny (post, abstynencja, skupienie), co wspomina św. Hilary (+ 367). W V w. w Galii biskup Tours, Perpetuus, wprowadził obowiązek postu w poniedziałki, środy i piątki w ciągu trzech tygodni od dnia św. Marcina (11 listopada) do Narodzenia Pańskiego. W Rzymie okres przygotowania do Narodzenia Pańskiego został wprowadzony dopiero w drugiej połowie VI wieku. Adwent miał tu charakter liturgicznego przygotowania na radosne święta Narodzenia Pańskiego, ze śpiewem Alleluja, Te Deum laudamus, z odpowiednim doborem czytań i formularzy, bez praktyk pokutnych. W Sakramentarzu z Werony znajduje się 37 formuł modlitw na dni postu dziesiątego miesiąca.
Od czasów św. Grzegorza Wielkiego (590-604) Adwent w Rzymie obejmował już 4 tygodnie. Był to czas bezpośredniego, liturgicznego przygotowania na obchód pamiątki historycznego przyjścia Chrystusa. Na początku IX w. Adwent nabiera także charakteru eschatologicznego – staje się czasem przygotowania na ostateczne przyjście Chrystusa. W wyniku połączenia tradycji gallikańskiej i rzymskiej ukształtował się Adwent, jaki przeżywamy do dziś – liturgicznie rzymski, a ascetycznie gallikański (kolor fioletowy, bez Gloria i Te Deum). Formę tę rozpowszechniały klasztory benedyktyńskie i cysterskie. W XIII w. znana ona była już w całym Kościele, do czego przyczyniły się nowe zakony, zwłaszcza franciszkanie.

Teksty liturgiczne Adwentu ukazują postacie Starego i Nowego Testamentu, przez których życie i działalność Bóg zapowiadał i przygotowywał świat na przyjście Jego Syna, m.in. Maryję, Jana Chrzciciela, Izajasza. Adwent to czas radosnego oczekiwania na spotkanie z Panem i przygotowania się do niego przez pokutę i oczyszczenie. Dlatego Kościół zachęca do udziału w rekolekcjach, przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania. W zatwierdzonej niedawno nowej wersji przykazań kościelnych nie ma już zapisu o zakazie zabaw hucznych w czasach pokuty. Adwent nie jest w sensie ścisłym czasem pokuty, tak jak na przykład Wielki Post. Ma on bowiem charakter radosny.

Jak czytamy w „Ogólnych normach roku liturgicznego i kalendarza” z 1969 r.: „Adwent ma podwójny charakter. Jest okresem przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, przez który wspominamy pierwsze przyjście Syna Bożego do ludzi. Równocześnie jest okresem, w którym przez wspomnienie pierwszego przyjścia Chrystusa kieruje się dusze ku oczekiwaniu Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. Z obu tych względów Adwent jest okresem pobożnego i radosnego oczekiwania”.
W czasie całego Adwentu, poza niedzielami i uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP (8 grudnia), odprawiane są Roraty. Są to Msze święte ku czci Najświętszej Maryi Panny, odprawiane bardzo wczesnym rankiem. Ich nazwa pochodzi od łacińskich słów pieśni często śpiewanej na ich początku – Rorate caeli desuper (Spuśćcie rosę, niebiosa). Najstarsze ślady Rorat w polskiej tradycji pochodzą z XII w. W XVI w. były powszechnie znane w całym kraju. W czasie Rorat przy ołtarzu znajduje się dodatkowa, ozdobna świeca – symbolizuje ona obecność Maryi. Eucharystia rozpoczyna się przy zgaszonych światłach; zapalają się one dopiero podczas uroczystego hymnu „Chwała na wysokości Bogu”. Jest to jeden z nielicznych przypadków w roku liturgicznym, kiedy hymn ten śpiewa się każdego dnia (chociaż wyłącznie podczas Rorat).
Od IX w. dla drugiej części Adwentu charakterystyczne są tzw. antyfony „O”, ponieważ wszystkie rozpoczynają się właśnie od tej litery: O Sapientia, O Adonai, O Radix Jesse, O Clavis David, O Oriens, O Rex gentium, O Emmanuel. Tak uszeregował je Amalariusz z Metzu (+ 850). Oparte są na obrazach i symbolach biblijnych. Antyfony te w tłumaczeniu polskim stanowią siedem kolejnych zwrotek dawno śpiewanej pieśni „Mądrości, która z ust Bożych wypływasz”. Ich treść obrazuje tęsknotę Izraelitów za Mesjaszem. Stosowane były pierwotnie jako antyfony do Magnificat w Liturgii Godzin. W odnowionej liturgii zachowały swoje tradycyjne miejsce. Ponadto włączone zostały w Mszę świętą jako wersety aklamacji przed Ewangelią.

III Niedziela Adwentu jest nazywana Niedzielą Różową lub – z łaciny – Niedzielą GAUDETE. Nazwa ta pochodzi od słów antyfony na wejście: „Gaudete in Domino”, radujcie się w Panu. Szaty liturgiczne mogą być – wyjątkowo – koloru różowego, a nie, jak w pozostałe niedziele Adwentu, fioletowe. Teksty liturgii tej niedzieli przepełnione są radością z zapowiadanego przyjścia Chrystusa i odkupienia, jakie przynosi. Warto pamiętać, że oprócz Niedzieli Gaudete jest jeszcze tylko jedna okazja do używania szat liturgicznych koloru różowego – jest nią Niedziela LAETARE – IV Niedziela Wielkiego Postu.

/ katolik.pl /

KSIĄŻKA

Listopad… Dni coraz krótsze. Pochmurno, dżdżysto, mglisto.
Ponuro i przygnębiająco.
Moim sposobem na depresję jest książka. Czytanie.

Wielu ma rywalów książka w naszych czasach

– i przez to właśnie może staje się niemodna.
Radio, telewizja, kino – lwią część zabrały te wynalazki z uroku książki!
Jednej rzeczy nie mogą zabrać: jej ciszy, jej milczenia.
Milczenie książki jest tym elementem, który na nas najwyraźniej działa.
Milczenie to – to czara, którą możemy napełnić własną treścią, własną wyobraźnią.
Kino, telewizja narzucają nam obraz, nie pozwalają go uzupełnić na swój sposób.
Książka utwierdza naszą indywidualność,
wybrania naszą osobowość przed atakiem wszystkiego,
co brutalne, napastliwe w naszej dzisiejszej kulturze.

Kocham książkę nie dlatego, że jest piękna zewnętrznie,
ale dlatego, że wprowadza mnie w mój własny świat,
że odkrywa we mnie, me na zewnątrz mnie,
bogactwa, których nie przeczuwałem.
Dlatego też taką miłością otaczam moją bibliotekę.           ”

                                                                             

Jarosław Iwaszkiewicz


Bardzo lubię czytać. To dobre nie tylko na jesienną depresję, nudę ale i na samotność. Ta ostatnia doskwiera mi coraz częściej.

Jednak dzięki książce, dzięki czytaniu zapominam o niej. Długo czytam jedną książkę. Z powodów technicznych, bardzo trudno odwrócić mi kartkę. Denerwuję sie z tego powodu, ciekawi mnie co jest napisane dalej a nie mogę przewrócić kartki, żeby przeczytać.
Inni przeczytają książkę w 2 dwa dni, ja w kilka tygodni.

Jednak nie zamieniłabym papierowej książki na e-booki czy książki nagranej na płycie.

Tradycyjna książka ma w sobie to „coś”. Magię, tajemnicę…

Czytanie książki jest, przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem.

                                             / Jonathan Carroll /

 Nic dodać, nic ująć.                                                               

 

SĄD OSTATECZNY

http://kultura.trojmiasto.pl/Memling-wiecznie-zywy-n35560.html
Hans Memling
, Memlinc (ur. 1435 w Seligenstadt, zm. 11 sierpnia 1494 w Brugii) – malarz niderlandzki niemieckiego pochodzenia, jeden z najważniejszych przedstawicieli wczesnego odrodzenia w Europie.

Prawdopodobnie uczył się u Stephana Lochnera w Kolonii i u Rogiera van der Weydena w Brukseli. Od 1465 pracował w Brugii. W 1467 został członkiem gildii św. Łukasza w Brugii. W 1480 należał do najbogatszych mieszkańców tego miasta, prowadził pracownię, w której zatrudniał wielu uczniów i pomocników.

Pod koniec XVIII w. powstała legenda dotycząca jego osoby. Głosiła ona, iż Memling był żołnierzem armii Karola Śmiałego. Znaleziono go rannego na progu szpitala św. Jana (Sint-Janshospitaal) w Brugii. Aby odwdzięczyć się za otrzymaną opiekę artysta postanowił pozostać na usługach tej charytatywnej instytucji. Dzięki legendzie malarz zyskał dużą popularność wśród niemieckich romantyków na początku XIX w. Zaczęto mu wtedy przypisywać większość anonimowych dzieł szkoły niderlandzkiej.

Obrazy Memlinga nacechowane są liryzmem, spokojem, czystym i harmonijnym kolorytem oraz miękkim modelunkiem, manierą wysmuklania ciał i wielością szczegółów. Przy zachowaniu zdobyczy warsztatowych Jana van Eycka, jego malarstwo skłania się ku manieryczności i wytworności, kojarzącej się z „międzynarodowym gotykiem”. Dramatyzmem wyróżnia się ołtarz Sąd Ostateczny (1473), wczesne dzieło artysty (obecnie w Muzeum Narodowym w Gdańsku). Jednym z ostatnich jego dzieł jest Relikwiarz św. Urszuli (1489) – drewniana skrzynka ozdobiona scenami z życia świętej i innymi miniaturami. Memling korzystał z doświadczeń mistrzów: van der Weydena, D. Boutsa, H. van der Goesa.

Malarz lubił sięgać do typu ikonograficznego zwanego Sacra Conversazione (święta rozmowa), który zrealizował m.in. w tryptyku Mistyczne zaślubiny św. Katarzyny. Stworzył także szereg innych ołtarzy: Trzech Króli (1479), Opłakiwania (1480), Św. Krzysztofa (1484), Męki Pańskiej (1491).

Do najlepszych dzieł o tematyce religijnej należą także wizerunki Madonny z Dzieciątkiem. Jego Madonny cechuje nastrój poetyckiej czułości i wdzięku oraz miłości macierzyńskiej (Zwiastowanie, Adoracja Madonny). W późniejszych latach poetyckość i wdzięk Madonn przekształciła się w konwencję pozbawioną życia. Malarz powtarzał podobne do siebie kompozycje, sadowiąc Madonnę osiowo na tronie z brokatowym zapleczem, ustawionym w renesansowej komnacie z puttami trzymającymi girlandy kwiatów i owoców (w latach 80. przeniknęły na Północ włoskie wzory).

Był świetnym portrecistą. Jednym z najsłynniejszych jego portretów jest wizerunek Martina van Nieuwenhove, stanowiący część dyptyku.

       

      Sąd Ostateczny – tryptyk malarza niderlandzkiego Hansa Memlinga stworzony między 1467 a 1471 rokiem (obecnie w Muzeum Narodowym w Gdańsku). Obraz wykonany został w technice olejnej na desce. Autor dzieła pozostawał nieznany aż do połowy XVII wieku. Od tego czasu zaczęto przypisywać go braciom van Eyck. Dopiero w 1843 roku Heinrich Gustav Hotho stwierdził autorstwo Memlinga, co zostało później dowiedzione.

Obraz został wykonany na zamówienie filii brugijskiej banku Medyceuszy i był pierwotnie przeznaczony dla florenckiego kościoła Badia Fiesolana. Podczas transportu do Italii na pokładzie galeonu Saint Matteo został zdobyty przez gdańskiego kapra   Pawła Beneke dowodzącego karaką Piotr z Gdańska. Gdańscy właściciele statku kaperskiego (podczas podziału łupów) ofiarowali ołtarz Memlinga gdańskiemu kościołowi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W erze napoleońskiej, dzięki Vivant Denonowi tryptyk trafił do zbiorów paryskiego Luwru jako zdobycz wojenna. Po klęsce Napoleona został rewindykowany do Berlina by wreszcie w roku 1817 wrócić do Gdańska. Pod koniec II wojny światowej dzieło Memlinga zostało wywiezione przez Niemców w głąb Rzeszy i wpadło w ręce Armii Czerwonej. Jako zdobycz wojenna stał się eksponatem ówczesnego leningradzkiego Ermitażu. W roku 1956 tryptyk Memlinga powrócił ponownie do Gdańska. Nie zawisł jednak na filarach Kościoła Mariackiego (jak poprzednio) tylko stał się eksponatem muzealnym ówczesnego Muzeum Pomorskiego w Gdańsku. W Kościele Mariackim znajduje się kopia obrazu.

                                                        / Wikipedia /

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com